blog music artwork youtube channel contact
kategorie aktywność fizyczna
filozofia i nauka
informatyka
sztuka i twórczość
wszystkie wpisy
linki wpisy w rss
komentarze w rss
wirtualna biblioteka zajawki droga
aikido
ostre koło



tagi

Abandonware

Inspiracją do napisania tego wpisu były komentarze z poprzedniej notki dot. emulacji. Jak widać termin abandonware wzbudza wiele kontrowersji.

Jak podaje polska Wikipedia, Na licencji abandonware są głównie udostępniane stare gry (z lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych)., jednak nie jest to do końca prawdą, ponieważ abandonware, to nie typ licencji, a raczej określenie nadane pewnym grom i aplikacjom przez użytkowników. Zgodnie z angielską Wikipedią, prawo autorskie nie zna takiego określenia i wiele stron internetowych, które powstają pod szyldem hostowania gier abandonware to zwykłe skupiska warezu.

Wyobraźmy sobie, że w dzieciństwie uwielbialiśmy grać w jakąś grę na swoim Commodore, Atari czy Schneiderze i chcielibyśmy wrócić do tamtych czasów, ale jako że sprzęt gdzieś kurzy się w szafie, lub w ogóle go nie ma, dużo wygodniej skorzystać jest z emulatora. Chcemy jednak pozostać w pełni legalni, więc najpierw przeszukujemy zbiór starych kaset w poszukiwaniu oryginalnej kopii danej gry. Okazuje się jednak, iż w czasach naszej młodości, w Polsce prawo autorskie było nieco inne i bez żadnego problemu można było kupić kasety z kompilacją różnych gier, które były wydawane przez legalne firmy, jednak w świetle obecnego prawa, są one kopiami pirackimi. Zapewne wielu z was pamięta, że były to zwykłe kasety z wydrukowaną na drukarce igłowej, bądź wypisaną maszyną do pisania wkładką zawierającą jedynie listę gier i ew. czasy, aby można je było łatwo znaleźć przewijając kasetę. Cóż więc robić? Należało by kupić sobie egzemplarz gry. Niestety po przeszukaniu czeluści internetu, okazuje się, że nie jest to możliwe, nie jest możliwe także pobranie za odpowiednią opłatą zripowanego pliku od producenta, co więcej – firma która wydała grę już nie istnieje, a jej autora nie jesteśmy w stanie odnaleźć. Pozostaje nam więc albo sobie darować, albo zostać nikczemnym piratem i pobrać grę z jednej ze stron hostujących abandonware.

Skąd i dlaczego wzięło się więc słowo abandonware i dlaczego nie nazywa się takich gier po prostu warezem, czy najzwyczajniej piractwem? Dyskusja musi przejść na płaszczyznę etyki, ponieważ wobec prawa, pobranie i korzystanie z takiej gry jest takim samym przestępstwem (choć w Polsce prawo dot. samego pobierania ciągle kuleje i nie jest do końca jasne), jak pobranie najnowszej wersji Grand Theft Auto, czy najnowszego Quake’a. Zastanówmy się jednak chwilę nad tym i pomyślmy jakie realne straty ponoszą twórcy naszej nielegalnej gry, która jest nielegalna z tego powodu, że nigdzie nie można jej kupić, ponieważ jest ona sprzed ponad 20 lat, firma która ją wydała nie istnieje i nie ma możliwości kontaktu z autorem lub właścicielem praw autorskich, a jakie straty ponosi np. ID Software, kiedy ktoś zamiast wydać 200zł na nowego Quake’a, zgrywa go z internetu z czystego wygodnictwa i chęci posiadania jej za darmo? Czy to jest to samo? Dla mnie nie i dlatego też uważam, że termin abandonware jest dobrym określeniem w przypadku naszej starej gry.

Pierwszym krokiem do zrozumienia tego pojęcia, jest odrzucenie jedynie prawnego myślenia, ponieważ prawo to nie rzecz, czy stan, ale coś co zmienia się nieustannie. To proces. Nie muszę nikomu tłumaczyć, jak niedopracowane jest prawo autorskie w Polsce, o czym świadczą całkiem niedawne wydarzenia związane z nalotami na akademiki, łamaniem licencji Aladyna przez organizację zajmującą się ochroną praw autorskich, aresztowanie studentów tłumaczących filmy itd. itp. Powtarzam ponownie – abandonware to nie termin prawny, a określenie nadane starym grom przez graczy-pasjonatów, których nie kręci granie w najnowszego Quake’a, ale np. Barbarian w wersji z CPC464. Nawet jeśli ktoś odnalazłby autora takiego Barbariana i powiadomił go o niecnym procederze pobierania jego gry ze stron abandonware przez garstkę graczy, biorąc pod uwagę wszystkich graczy na świecie, to czy zażądał by on za nią natychmiastowych opłat, czy raczej uśmiechnąłby się, że ktoś po tych ponad 20 latach nadal korzysta z tego co stworzył, nie tylko z sentymentu, ale dlatego że jest to dobra gra?

Kolejną kwestią jest sprawa starych gier, do których prawa są dalej aktualne. Weźmy na przykład takiego Tetrisa – czy jest to abandonware? Nie. Mimo, że jest to jedna z najstarszych gier, prawa autorskie są nadal aktualne, a grę można kupić na różne platformy. Mimo tego, sama koncepcja jest rozkradana niezliczoną ilość razy i co najśmieszniejsze, legalnie sprzedawana przez firmy nie posiadające praw do niej. Oczywiście występują wtedy pod zupełnie innymi nazwami, a zasada gry jest minimalnie zmieniana. Kto oglądał nie tak dawno temu program o tej grze w TVP, wie doskonale ile zamieszania wywołała ona pod kątem prawnym, a także ile z tego wszystkiego miał jej rosyjski twórca – ściślej mówiąć, kompletnie nic. Nie dostał ani grosza. Oczywiście legalnie nie dostał ani grosza, a dlaczego? Bo prawo obowiązujące wówczas w Rosji nie zezwalało na to. Tetrisa jednak nie trudno kupić w przeciwieństwie do Barbariana, o którym wspominałem, a co za tym idzie Tetris abandonware nie jest.

Jak już powiedziałem wcześniej – prawo to proces, a nie stan rzeczy. Oczywistym jest, że musi ono ewoluować wraz z postępem technologicznym, jednocześnie zdroworozsądkowo patrząc na to co minęło. Mam nadzieję, że teraz pojęcie abandonware zostało bardziej przybliżone. Nie jest ono jeszcze żadną bardzo konkretną definicją i w wielkim stopniu opiera się ono na pewnym zaufaniu do osoby, która publikuje gry tego typu.

Granica pomiędzy udostępnianiem abandonware, czyli starych gier, o których wszelaki słuch zaginął, typowo dla pasjonatów, a zwykłym piractwem jest naprawdę cienka. Miejmy nadzieję, że w niedługim czasie zostanie to w jakiś sposób prawnie uregulowane, bo szkoda by było gdyby tak duża część historii gier i programów odeszła w zapomnienie i było by o niej wiadomo tylko z krótkich notatek i zrzutów ekranu. To tak jakby zakazać kopiowania i reprodukowania obrazu Madonny Leonarda Da Vinci także w formie cyfrowej, czy zabronić wykonywania muzyki klasyków i przenoszenia ich na nowe nośniki, tak aby za kilka lat, dało się je odtworzyć. Rozum powinien zawsze stać przed prawem. Powiem nawet więcej – powinien to prawo cały czas tworzyć i dostosowywać do obecnych czasów.

Jak podaje Science Fiction Observer, w USA podjęto już ponad rok temu kroki w kierunku legalizacji abandonware.

Linux też jest do gier!

Wiele przeciwników Linuksa, jako podstawowy argument przeciwko temu systemowi, podaje małą ilość gier. To prawda – Windows ciągle ma przewage w tej kwestii, jednak co jeśli posłużymy się emulacją konsol? Każdy zapewne pamięta czasy Nintendo (znanego u nas także jako Pegasus), Super Nintendo, czy automatów stojących w barach, na których można było pograć w Mortal Kombat czy Street Fighter’a – w tym artykule, postaram się przybliżyć sposób na uruchomienie tych gier pod Linuksem.

Należy jednak pamiętać, iż wiele gier (w tym również starszych) jest ciągle objęte prawem autorskim i aby ich legalnie używać za pomocą emulacji, należy posiadać ich oryginalną wersję przeznaczoną dla danej konsoli. Oczywiście są także gry do których autorzy zrzekli się praw – tzw. abandonware.

Na początek zajmiemy się emulacją MAME, czyli automatów do gier. Do tego celu posłuży nam aplikacja XMAME. Instalujemy ją wydając polecenie:

$ sudo apt-get install xmame-gl

Teraz, aby nie męczyć się przy uruchamianiu każdej gry w konsoli, doinstalowujemy frontend GXMAME, który bazuje na GTK+ i jest niezależny od bibliotek GNOME i KDE. Wersje podane na stronie domowej są przestarzałe i niedopracowane, wobec czego pobieramy najnowszą wersję z sourceforge:

$ wget http://heanet.dl.sourceforge.net/sourceforge/gxmame/gxmame_0.35beta2-1_i386.deb
$ sudo dpkg -i ./gxmame_0.35beta2-1_i386.deb

Frontend GXMAME jest intuicyjny i przetłumaczony na język polski, wobec czego nie będę go omawiał. Dodam tylko, że aby móc uruchomić jakiekolwiek gry, potrzebować będziemy także odpowiednich ROMów. Poniżej podstawowe klawisze, działające podczas emulacji:

5,6,7,8 = wrzucenie monety
1,2,3,4 = klawisze startowe dla gracza 1 – 4
9,0 = wrzucenie monety serwisowej
F2 = menu serwisowe gry
F3 = reset gry
P = pauza
F12 = zapis zrzutu ekranowego
ESC = wyjście z gry
TAB = wejście do ustawień XMAME (w tym konfiguracja klawiszy w grze)

Teraz zajmiemy się emulatorem konsoli Nintendo. W tym celu zainstalujemy najlepszą wg mnie aplikację do tego celu, zwaną FCEU:

$ sudo apt-get install fceu gfceu

Po uruchomieniu frontendu GFCEU naszym oczom ukaże się ładny i intuicyjny frontend GTK, w którym wybieramy grę do uruchomienia oraz możemy skonfigurować klawisze.

Co z Super Nintendo? ZSNES. Instalacja równie banalna:

$ sudo apt-get install zsnes

ZSNES ma wbudowany frontend, który pojawi się po wywołaniu polecenia zsnes bez żadnych parametrów.

Mamy już potrzebne emulatory – co dalej? Potrzebne będą oczywiście gry i w przypadku MAME niekiedy dodatkowe ROMy. Możemy stać się ich legalnymi posiadaczami, tylko wtedy, jeśli mamy oryginalne ich wersje na konsole które emulujemy. Wierząc w naszą uczciwość, ktoś postanowił nieco ułatwić nam zadanie, jeśli chodzi o zdobycie plików, które możemy wykorzystać w emulatorach i zamieścił je na stronie http://www.rom-world.com. Jeśli chodzi o XMAME, to pliki powinniśmy umieszczać w katalogu /usr/share/games/xmame/roms/. W przypadku ZSNES i GFCEU jest to obojętne. Oczywiście, jeśli granie na klawiaturze nie bardzo nam odpowiada, zawsze możemy skorzystać z pada, który łatwo w w/w programach skonfigurować. Życzę przyjemnego grania.