blog music artwork youtube channel contact
kategorie aktywność fizyczna
filozofia i nauka
informatyka
sztuka i twórczość
wszystkie wpisy
linki wpisy w rss
komentarze w rss
wirtualna biblioteka zajawki droga
aikido
ostre koło



tagi

Naiwność, a poznawanie świata

Na samym początku tego eseju, sięgnę do etymologii, gdyż interpretacja wyrażen podczas rozpatrywania danego tematu, jest elementem kluczowym i zapobiega mylnym interpretacjom myśli autora. W powszechnym rozumieniu, słowo „naiwny” nabrało negatywnego znaczenia, choć niesłusznie, co zamierzam wykazać. Nativus z łaciny, oznacza naturalny, niesztuczny. Jako, że przeciwieństwo tego słowa, a mianowicie wyrażenie passivus, oznacza bierny, można by zinterpretować nativus jako naturalny i jednocześnie aktywny (zawierający w sobie działanie). W kontekście poznawania rzeczywistości, naiwność oznaczać więc może naturalny jej odbiór, z włączeniem siebie (obserwatora) jako aktywny jej czynnik. Pasywny odbiór rzeczywistości przy takich założeniach, polegać więc będzie na odbiorze bardziej naukowym (w powszechnym tego słowa rozumieniu), czyli biernym (bez aktywnego uczestnictwa obserwatora) rozpatrywaniu poszczególnych jej części, które tworzą większą całość.

Nauka (w powszechnym rozumieniu tego słowa) w dzisiejszych czasach obrała niemal status dogmatyczny. Ciężko jest zaprzeczać twierdzeniom, które zostały potwierdzone eksperymentalnie. Wszystkie wywody na temat rzeczywistości, odbiegające od tej dogmatycznej religii, jaką stała się nauka, są zwane paranauką. Samo słowo paranauka z kolei, niesłusznie zyskało negatywny wydźwięk, tak jak w przypadku naiwności. Paranauka jest niepełną lub niedokończoną nauką, lecz definicja ta, nie oznacza, że jest ona powiązana z fałszem. Kiedy paranauka zostanie potwierdzona pewnym dowodem i uzupełniona, zyskuje ona status nauki.

Naukę, w sensie ogólnym, nazwałem pasywnym odbiorem rzeczywistości. Czy jednak bierny odbiór może doprowadzić nas do poznania rzeczywistości? Zastanówmy się przez chwilę nad tym zagadnieniem. Jeśli jesteśmy częścią pewnego układu, który badamy, to nie tylko my, jako obserwatorzy, wywieramy wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, ale i ona na nas, jako obserwatorów. Jesteśmy przecież nieodłączną częścią tego bytu, jakim jest rzeczywistość. Jeśli tworzymy jakiś element otaczającego nas świata, to fałszywym było by myślenie, że świat ten na nas nie wpływa, a my na niego. Nie trzeba nawet przywoływać argumentów z dziedziny filozofii, czy fizyki aby to udowodnić. Wystarczy zwykły zdroworozsądkowy osąd na temat działalności człowieka na Ziemi, czy wpływu pewnych uwarunkowań Ziemi na działalność człowieka.
Nie przeczę, że nauka (w powszechnym tego słowa znaczeniu) jest dobrą drogą do poznania praw rządzących Wszechświatem. Wątpliwości pojawiają się dopiero wtedy, kiedy ktoś stwierdzi, że nauka jest jedyną drogą do poznania tych praw.
Każdy punkt odniesienia w rzeczywistości, daje nam tej rzeczywistości inny obraz. Wielu filozofów głowiło się nad opisaniem rzeczywistości, jednak nie wszyscy brali pod uwagę to, iż analizują ją z pozycji tylko jednego punktu odniesienia. Każdy z tych osądów był więc z pewnego punktu odniesienia prawdziwy. Tak samo prawdziwy, jak osąd z punktu widzenia nauki – fizyki, biologii, chemii itd. jeśli tylko wynik tego osądu nie wprowadzał żadnych sprzeczności.

Zastanówmy się teraz nad naiwnością. Czy naiwność może zbliżyć nas do poznania rzeczywistości? Moim zdaniem tak i na dodatek nie mniej, niż nauka. Wielką niesprawiedliwością dziejową jest umniejszanie postawy naiwnej w badaniu rzeczywistości. Aby temat był bardziej zrozumiały, podam teraz przykłady naiwnej postawy poznawczej. Postawą taką jest chociażby postawa buddystów. Wyznawcy tej filozofii nie zajmują się przecież biernym rozpatrywaniem zasad rządzących Wszechświatem. Ktoś mógłby wdać się ze mną w spór, i rzec, iż buddyści także biernie badają rzeczywistość poprzez brak działania (np. medytacja i kontemplacja). Różnica jest jednak taka w stosunku do nauki (w powszechnym tego słowa rozumieniu), że świadomi są swojego aktywnego uczestnictwa w rzeczywistości jaka ich otacza. Jako obserwatorzy, nie starają się stanąć obok niej i opisywać jej poszczególnych części. Istotą jest to, iż poprzez bycie jej częścią, starają się poznać prawa rządzące rzeczywistością w sensie absolutnym. Już samo pojęcie oświecenia w buddyzmie jest najbardziej naturalnym odwołaniem się do rzeczywistości, które to odwołanie nie próbuje poznać jej poprzez jej części (formy), ale poprzez absolut. Nieunikniona jest tutaj pewna konkluzja, która sama się nasuwa, że aktywny obserwator sam też jest pewną formą – punktem odniesienia. W tym tkwi jednak esencja tego systemu filozoficznego, że stara się on wyjść poza ego (własne ja) i poprzez świadomość istnienia w pewnej formie, istnienie pod postacią tej formy opuścić i skierować się w stronę pojmowania własnego istnienia, jako części pewnego absolutu. Brak tej świadomości – świadomości bycia jedną z form, która też kształtuje rzeczywistość uniemożliwia pojmowanie absolutu jako całości.

Moje wnioski z tych rozważań są takie, że każda metoda rozpatrywania rzeczywistości prowadzi do odkrycia pewnych prawd nią rządzących. Nie można jednak wykluczać żadnej z metod (żadnego z tych paradygmatów), gdyż pomija się wtedy jednocześnie część tej rzeczywistości. Nawet za naiwnym spojrzeniem na rzeczywistość kryją się pewne prawdy z nią związane. Nie mamy także żadnej pewności, że poznanie czysto naukowe (w powszechnym tego słowa rozumieniu) prowadzi do odkrycia większych prawd, niż poznanie naiwne, powiązane z pewną formą religijności (różnie rozumianej).
Jestem wręcz zdania, że w momencie, kiedy na pewnym poziomie poznawanie świata z pozycji biernego obserwatora się zakończy, naiwne dążenie do opisu rzeczywistości stanie się dużo większym źródłem wiedzy o Wszechświecie.

6 komentarzy »

  1. 1. Jaki jest, Twoim zdaniem status stwierdzenia „każda metoda rozpatrywania rzeczywistości prowadzi do odkrycia pewnych praw nią rządzących”? Przyjmuję je do wiadomości (choć nie podzielam) jeśli jest Twoim prywatnym poglądem, ale nie widzę tutaj wnioskowania które miałoby do takiego wniosku prowadzić.

    2. Fakt, że paranauka ma szansę stać się nauką nie znaczy że każda (czy nawet jakakolwiek) paranauka stanie się nauką.

    hcz — 10 listopada 2008 @ 23:13

  2. 1. Np. zauważasz, że wszystko co upuścisz spada na ziemię i nie ma od tego wyjątku. Nie potrzebne są tu żadne wyliczenia, bo i bez tego widzisz tę prawidłowość. To jest przykład naiwnego poznawania rzeczywistości (puszczam przedmiot [aktywny udział obserwatora], przedmiot spada [kryje się za tym prawo które rządzi rzeczywistością]. Napisałem „pewnych praw” bo zawsze jakieś prawo człowiek prędzej czy później wychwyci bez względu na metodę jaką się posłuży. Powtarzalność pewnych zjawisk pozwala sądzić, że rządzą nimi pewne prawa, a że takich zjawisk mamy wiele, niemożliwym jest z pozycji stworzenia jakim jest człowiek ich nie zauważyć, jeśli się ich doszukuje.

    2. Nie powiedziałem, że każda paranauka musi zyskać miano nauki. Może, ale nie koniecznie. Chciałem tylko zauważyć, że nie stawia to paranauki wcale na niższej pozycji jeśli chodzi o poznawanie świata, bo nauka nie jest jedyną drogą, która prowadzi do celu jakim jest poznanie.

    dunDer — 10 listopada 2008 @ 23:26

  3. 1. Prawo „przedmiot spada” ma mniej więcej taką samą wartość jak prawo w kawale o ruskim naukowcu który wyrywał muchom nogi: „po wyrwaniu ostatniej nogi mucha ogłuchła”. Pogląd filozoficzny że czyste obserwacje i analiza ich rezultatów prowadzi do zdobywania wiedzy został skrytykowany i zarzucony już dość dawno.

    2. Chciałeś chyba powiedzieć: ja uważam że nauka nie jest jedyną drogą… Bo poza sądami relatywistów kulturowych nic innego na to nie wskazuje.

    hcz — 11 listopada 2008 @ 11:13

  4. 1. Mylisz filozofię z nauką. Jest wiele różnych modeli filozofii i paradygmatów z nimi związanych. Nie ma jednej prawdziwej filozofii prowadzącej do wiedzy absolutnej. Buddyzm, to też filozofia – odrzuca on całkowicie empiryzm, choć względem nauki jest to niedopuszczalne. Nie można jednak wydać ostatecznego sądu nad tym, jaka filozofia jest prawdziwa i jedynie słuszna, chyba że będzie to Twoje osobiste zdanie.

    2. I jeszcze raz – to dla Ciebie nauka jest jedyną drogą. Dla filozofii (nie tylko dla mnie) zdecydowanie nie. Rzeczywistość jest na tyle duża, że potrafi zmieścić w sobie wiele praw i prawd. Nasza wiedza jest zbyt ograniczona, żeby rzucać takie stwierdzenia jak Twoje i wydawać ostateczne sądy.

    dunDer — 11 listopada 2008 @ 13:31

  5. Mam wrażenie, że zarzucasz mi to, co jest Twoim własnym grzechem. To ty wygłaszasz kategoryczne sądy typu „nauka nie jest jedyną drogą” nie zaznaczając że to Twój własny (a nie jedyny możliwy) pogląd.

    Rozumiem, że mówiąc „mylisz filozofię z nauką” nie masz na myśli filozofii będącej dziedziną nauki?

    hcz — 11 listopada 2008 @ 14:26

  6. Filozofia nie jest dziedziną nauki – jest matką wszystkich nauk, a to różnica. Może być także rozpatrywana pod kątem naukowym, ale istnieje wiele filozofii nie mających z nauką, w rozumieniu europejskim, nic wspólnego (nawet w Europie różne nurty filozofii się wykształciły). Poprzez słowo filozofia, rozumiem tutaj wszystkie jej nurty i systemy. Jeśliby filozofię rozpatrywać tylko w obrębie nauki to przestałaby ona być filozofią i była by po prostu zbiorem nauk europejskich, a chciałbym zauważyć, że może się ona także rozwijać niezależnie w różne strony.

    dunDer — 11 listopada 2008 @ 14:32

W trakcie dyskusji zakłada się, że dyskutant:
  • mówi prawdę;
  • dba o zrozumiałość swojej wypowiedzi;
  • jest w stanie porzucić swoje stanowisko gdy jego argumenty zostaną obalone;
  • zgadza się na przestrzeganie zasad dotyczących formy wypowiedzi;
Zasady dotyczące formy wypowiedzi:
  • prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów, jeśli nie naruszają one pozostałych zasad;
  • gotowość do merytorycznego uzasadnienia swojego stanowiska;
  • branie pod uwagę rzeczywistych poglądów oponenta (które wyraził explicite) oraz ich logicznych wniosków;
  • obrona poglądów za pomocą twierdzeń przemawiających za ich akceptacją;
  • rozwijanie argumentacji odwołującej się do założeń przyjętych przez oponenta (nie podpieramy się autorytetami, wartościami ani hierarchiami, których on nie uznaje dot. to szczególnie tematów poświęconych przekonaniom religijnym i etyce)

Od każdego wymagana jest także rzetelność, kultura słowa oraz szacunek do pozostałych dyskutantów. Nie akceptowane są próby manipulacji, uciekanie się do emocji, wulgarne wypowiedzi oraz argumentacja pozamerytoryczna. Jeśli nie jesteś w stanie zastosować się do powyższych zasad, Twój komentarz prawdopodobnie zostanie usunięty.

Opracowano na podstawie: "Etyka międzyludzkiej komunikacji", red. J. Puzynina, wyd. Semper, Warszawa 1993

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz