
To zabawne, że człowiek, którego zmysły wykształciły się w taki sposób aby sprawnie poruszać się po naszej planecie zaczął te same zmysły wykorzystywać do poznawania samego siebie. Przy poznawaniu ich mechanizmu dostrzegł, że nawet poznawanie mechanizmu jest w ten mechanizm wpisane. Co więcej, że ten rekursywny mechanizm samoświadomości pędzi na oślep w drodze ku przetrwaniu i nie ma żadnego zamierzonego celu do osiągnięcia. Po prostu nabiera kształtu fal po których płynie, aby zapewnić sobie spokojny dryft na oceanie czasu.
Nauka bada relacje zachodzące we Wszechświecie. Fakty o nim z naszego, ludzkiego punktu widzenia. Nie są to fakty z pozycji świata neutrino, czy fakty z pozycji świata galaktyki. To fakty makroświata o mikroświecie i o kosmosie. Same w sobie nie mają one żadnej wartości – są obiektywną strukturą wiedzy. Posiadając te informacje jesteśmy je jednak w stanie wykorzystać do wpływania na rzeczywistość. Dzięki nauce, postępowi i technologii zapewniamy sobie spokojną przyszłość – spokojny dzień, kolejną godzinę, a nawet kolejną minutę. Skąd jednak ta chęć do komfortu i poczucia bezpieczeństwa ?
Jesteśmy integralną częścią świata zwierząt i poczucie komfortu nie rozwinęło się u nas abyśmy mogli odczuwać przyjemność. Środek polany w nocy dla zwierzęcia nie jest bezpiecznym schronieniem na czas snu. Może ono zostać łatwo zaatakowane przez drapieżnika i zginąć. Dobór naturalny wypracował więc instynkt samozachowawczy, który pozwala na odnajdywanie bezpiecznych kryjówek. Poczucie bezpieczeństwa, komfortu i przyjemności to stan umysłu, który jest implikacją tego pierwotnego instynktu. Jak już jednak wspomniałem – nasz rozwój zmierza w nieznane i nie jest świadom przyszłych implikacji płynących ze zmian. Nie ma tutaj możliwości planowego konstruowania złożonej struktury z użyciem planu. Struktura ta realizuje się poprzez szereg następujących po sobie drobnych usprawnień i jest bardzo prawdopodobne, że może kiedyś się zawalić jak domek z kart. Konstrukcja z kart nie rozpada się od razu, nawet jeśli jej elementy nie są precyzyjnie ułożone. Dopiero któraś z kolejnych kart może zaburzyć balans. Nie tylko jej ułożenie jest jednak przyczyną zniszczenia całej konstrukcji, ale często także drobne błędy w ułożeniu innych kart. Dobór naturalny nie stwarza idealnych organizmów – stwarza najlepiej przystosowane. Co by się jednak stało, gdyby rzeczywistość do której organizm był przystosowany przez wiele setek, tysięcy, a nawet milionów lat, nagle się zmieniła?
Tworzymy wielkie budowle, zmieniamy krajobraz i potrafimy opanować środowisko w jakim żyjemy. Nasze pierwotne potrzeby są zaspokajane. Oczywiście nie wszędzie – równy podział zasobów sprawiłby, że wszyscy mieliby takie same możliwości i mogli odczuwać ten sam komfort. Problemem stałoby się to, że wszyscy musieliby mieć ograniczony komfort kiepskiej jakości. Większość ludzi woli jednak czerpać przyjemność z dostatku wody, warzyw, mięsa, roślinności, wygodnych foteli, telewizorów, czy ogrzewania w pokoju. Czujemy się źle z powodu biedy w krajach trzeciego świata, jednocześnie pożerając ich zasoby, nieustannie zmniejszając ich szansę na przetrwanie. Ten instynkt nigdy w człowieku nie zginie. Instynkt przetrwania – instynkt poczucia komfortu. W końcu im lepiej i wygodniej się nam żyje, tym mamy większe szanse na przetrwanie.
Czy jednak ten mechanizm potrzebował kiedykolwiek jakiegoś limitu? Czy istnieje limit komfortu? Stado żyjące w lesie nigdy nie może czuć się bezpieczne w stu procentach. Jego potrzeba zapewnienia sobie bezpieczeństwa musi wzrastać nieustannie, gdyż drapieżnik także szkoli się w swoim fachu i tylko najsprytniejsze bestie będą w stanie upolować obiad. Nie było więc nigdy korzystne aby ten mechanizm wyłączył się całkowicie. Działa on dalej, lecz w zmodyfikowanych warunkach.
Podnosimy więc nieustannie komfort, a wraz z nim zaspokajamy sztucznie swoje potrzeby. Potrzeba bezpieczeństwa stała się także potrzebą posiadania wygodnego łóżka, telewizji, komputera, czy wygodnego samochodu. Potrzeba ta jednak nadal wzrasta – już nie wystarcza telewizja analogowa, teraz czas na cyfrową, w wysokiej rozdzielczości. Nie wystarcza już siennik, czy materac – potrzebne jest wygodne łóżko. Nie wystarcza już zabawa w Indian i kowboi, gdzie wyobraźnia odtwarza fikcyjną rzeczywistość Dzikiego Zachodu. Tworzymy wirtualne światy, w których nie trzeba sobie niczego wyobrażać, bo wszystko można zobaczyć na własne oczy. Rzeczywistość wirtualna gier komputerowych staje się coraz bardziej zbliżona do rzeczywistości naturalnej. Ciągle jednak potrafimy rozróżniać te dwa światy, ale czy będzie tak zawsze?
Obecnie światy wirtualne nie są doskonałe. Nie tylko z uwagi na niedokładne odwzorowanie rzeczywistości, ale także z uwagi na to, że odbierać je możemy jedynie ze pomocą zmysłów – są czymś zewnętrznym, a mimo to nasz mózg uczy się ich kontroli. Obserwuje ekran i jego elementy ucząc się interakcji za pomocą klawiszy komputera, myszki, czy wirtualnych rękawic. Mózg uczy się poruszania w nowej rzeczywistości. Jeśli jednak odwrócimy wzrok, natychmiast orientujemy się, że to tylko fikcja.
Co by się jednak stało, gdybyśmy poszli nieco dalej? Co gdyby bodźce przekazywać bezpośrednio do odpowiednich obszarów mózgu, czyli bezpośrednio emulować rzeczywistość wirtualną w naszym umyśle? Brzmi to bardzo kusząco z uwagi na olbrzymi realizm prowadzenia takiej rozgrywki. Problemem jest tylko to, że wtedy nasz mózg byłby przekonany, iż rzeczywistość wirtualna jest tak samo realna jak środowisko w którym żyjemy. Ale przecież ciągle wiedzielibyśmy, że to tylko symulacja, prawda?
Wyobraźmy sobie, że stworzono takie urządzenie symulujące. Program wirtualnej rzeczywistości jest napisany tak, aby zaspokajać naszą potrzebę odczuwania przyjemności i komfortu. W końcu taki jest cel tworzenia gier komputerowych – czerpanie wrażeń i przyjemności. Jeśli do tej pory o czymś marzyłeś – w świecie wirtualnym możesz tego doświadczyć dokładnie w ten sam sposób jak w prawdziwym życiu. Początkowo próby takiego urządzenia byłyby kontrolowane i prowadzone bardzo ostrożnie, przez określony czas. Człowiek podłączony do takiego urządzenia stawałby się bogiem własnego świata, a jego przeżycia były by realne i objawiały się w reakcjach biochemicznych mózgu. Pokusa przebywania w takim świecie byłaby ogromna i nie wiązała by się właściwie z żadnymi ograniczeniami. W końcu już dzisiaj posiadamy aparaturę pozwalającą na podtrzymywanie życia osób w śpiączce przez wiele lat, dlaczego więc nie spędzić w takiej wirtualnej rzeczywistości dnia albo dwóch, czy nawet tygodnia… W końcu doświadczenia płynące z takiej symulacji byłyby dla nas tak samo realne jak prawdziwe życie. Na pewno znalazłyby się osoby, które nieufnie podchodziłyby do tego urządzenia po jego wyprodukowaniu, ale jeśli nie niesie to dla nas żadnego bezpośredniego zagrożenia to dlaczego nie spróbować? Ciągle rosnące potrzeby mogą być nieustannie zaspokajane poprzez aktualizację programu i zapewniają nowe, lepsze życie. Nie trudno wyobrazić sobie całe hale wypełnione ludźmi podłączonymi do elektronicznej aparatury która podtrzymuje ich życie i jednocześnie symuluje nowy lepszy świat, w którym mogą czuć się wiecznie szczęśliwi. Brzmi przerażająco? Sęk w tym, że nie. Każdy z nas chciałby się znaleźć w takim świecie i to jest problemem naszej natury. Nasze życie trwa od narodzin, aż do śmierci – dlaczego tego czasu nie wypełnić perfekcyjnym światem i wieczną przyjemnością? Jeśli wierzysz w życie wieczne – dlaczego masz doznawać przyjemności tylko w raju, skoro możesz i teraz? Przecież leżąc w bezruchu zbyt wiele nie zgrzeszysz. Czy ktokolwiek chciałby powrotu do świata pełnego problemów, smutku i cierpienia? W takiej symulacji nikt nie jest inwalidą, ślepym, czy głuchym. Nikt nie jest dyskryminowany, ani odrzucony. To stan wiecznego szczęścia, w którym możesz nawet odczuwać orgazm co kilka sekund. Niestety życie w takim świecie także prowadzi w końcu do śmierci, ale seks w nim nigdy nie prowadzi do rozmnażania się.
Ludzie od zawsze powtarzają, że pragną w życiu być szczęśliwi. Dla wielu jednoznaczne jest to z posiadaniem wszystkiego pod dostatkiem i całkowity brak zmartwień. Takie szczęście jest nieosiągalne, bo potrzeby zawsze rosną. Jednak nawet jeśli taki stan można by uzyskać, jest on wewnętrzną pustką. Sztucznym zaspokojeniem potrzeb, które nie powstały po to aby być zawsze zaspokojone, ale aby pobudzać organizm do aktywności. To dzięki niezaspokojonym potrzebom, które często przeklinamy, z powodu których jesteśmy zrozpaczeni, czy zdenerwowani, jesteśmy wciąż żywi. To właśnie dzięki nim zdominowaliśmy nasz glob. Czy mogą one kiedyś doprowadzić nas do unicestwienia? Nie jest to wykluczone, ale nie jest także przesądzone. W końcu już sama świadomość takiej możliwości daje nam czas do namysłu i zabezpieczenia się przed naszą własną naturą…
Od każdego wymagana jest także rzetelność, kultura słowa oraz szacunek do pozostałych dyskutantów. Nie akceptowane są próby manipulacji, uciekanie się do emocji, wulgarne wypowiedzi oraz argumentacja pozamerytoryczna. Jeśli nie jesteś w stanie zastosować się do powyższych zasad, Twój komentarz prawdopodobnie zostanie usunięty.
Opracowano na podstawie: "Etyka międzyludzkiej komunikacji", red. J. Puzynina, wyd. Semper, Warszawa 1993
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL
Hmmm… czy główną motywacją działań człowieka jest strach przed śmiercią?
cieslo — 17 czerwca 2009 @ 07:54
Nie można wyróżnić „głównej” motywacji, choć już samo pojęcie strachu jest ściśle powiązane z ewolucyjnym mechanizmem który ma zapobiegać nagłej śmierci (czym innym jest natomiast lęk). Motywacja to złożone zagadnienie, ale strach przed śmiercią jest jednym z najbardziej pierwotnych odczuć w sytuacji silnego zagrożenia. Nie możemy nad tym instynktem wtedy świadomie zapanować ponieważ reakcje fizjologiczne takie jak podniesienie poziomu adrenaliny, napięcie mięśni, rozszerzenie źrenic, czy przyspieszone bicie serca są poza obszarem naszej kontroli.
Wszystkie instynkty działają na naszą korzyść ale tylko do momentu kiedy znajdujemy się w środowisku do którego zostały przystosowane. Przenosząc się do innego środowiska – sztucznie wytworzonego, te mechanizmy będą nadal aktywne i mogą być zaspokajane w sposób sztuczny i bardziej wyrafinowany, ale nigdy nie można być do końca pewnym jakie to niesie za sobą implikacje.
Oczywiście ciężko powiedzieć, że każdy z nas żyje z dnia na dzień tylko dlatego, że boi się śmierci, bo byłaby to niedorzeczność. Z poziomu genów życie ma tylko jeden cel – reprodukcję, ale z poziomu samego organizmu może pojawić się bardzo wiele źródeł motywacji o nieco innym charakterze, które wcale do tej reprodukcji nie muszą doprowadzić. Dzieje się tak właśnie dlatego, że proces ewolucji nie posiada ostatecznego celu, ani projektu, a co za tym idzie zmiany narastają tworząc skomplikowany konstrukt, który nie jest doskonały. Nie jeden gatunek przez to już wyginął i my wcale nie musimy stanowić wyjątku.
dunDer — 17 czerwca 2009 @ 15:11
Widzę, że jesteś cudownym dzieckiem Adasiu i czegokolwiek się tkniesz zamienia się w złoto. Widziałam Twoje rysunki (też czasem lubię uciec w świat abstrakcji), słuchałam Twych nagrań, aż wreszcie dotarłam tu, gdzie mogę Ci wszem i wobec złożyć hołd i paść do stóp. Masz talent i to rzecz niezaprzeczalna. Nie rozumiem tylko, czemu do tej pory nic o Tobie nie słyszałam w szerokopojętym świecie mediów.
Niestety, Twoja wizja przyszłości jest całkiem realna. Ludzie to przecież nadal zwierzęta. Rządzą nami takie same instynkty jak naszymi braćmi z niższych stopni drabiny ewolucji. Priorytetem dla nas jest zaspokajanie swoich własnych potrzeb. Jesteśmy wszyscy egocentryczni aż do bólu (nawet jeśli szefujemy Caritasowi lub innemu takiemu). Kiedyś napewno obudzimy się w świecie ludzi pochłoniętych wirtualną rzeczywistością. Ci wszyscy nieszczęśliwi i pokrzywdzeni przez los odnajdą wreszcie źródło ukojenia. Przyjaźń, miłość, seks? Tylko czy to będzie naprawdę takie przyjemne? Czy dostarczy to nam tyle emocji, co prawdziwe życie?
Nie sądzę. Nie chcę dożyć chwili, kiedy to nastąpi.
Pozdrawiam.
Odd — 23 czerwca 2009 @ 11:06
>”Widzę, że jesteś cudownym dzieckiem Adasiu i czegokolwiek się tkniesz zamienia się w złoto. „
Sama twórczość jakakolwiek by ona nie była nie ma w sobie żadnej wartości. Wartość nadają jej ludzie, którzy odnajdują w niej coś godnego uwagi. Wartość wypływa więc przede wszystkim z odbiorcy. Sztuka, jak księżyc nad naszymi głowami w nocy, świeci światłem odbitym.
> „Nie rozumiem tylko, czemu do tej pory nic o Tobie nie słyszałam w szerokopojętym świecie mediów.”
Uciekam od szeroko pojętego świata mediów, bo nie ma tam nic interesującego… Choć jakby na to nie patrzeć internet to też jakieś medium
> „Kiedyś napewno obudzimy się w świecie ludzi pochłoniętych wirtualną rzeczywistością.”
Ja mam wrażenie, że w jakimś sensie już to nastąpiło.
>”Nie sądzę. Nie chcę dożyć chwili, kiedy to nastąpi.”
Wszyscy się rodzą i umierają, a świat trwa nadal… Czy nie było by czymś ekscytującym doczekać nie tylko własnego końca, ale końca całej ludzkości czy nawet świata?
dunDer — 23 czerwca 2009 @ 11:21
>”Sama twórczość jakakolwiek by ona nie była nie ma w sobie żadnej wartości. Wartość nadają jej ludzie, którzy odnajdują w niej coś godnego uwagi. Wartość wypływa więc przede wszystkim z odbiorcy. Sztuka, jak księżyc nad naszymi głowami w nocy, świeci światłem odbitym.”
Niemniej jednak Twoja twórczość, ktokolwiek nadawałby jej tą rangę, jest bardzo wartościowa. Zazdroszczę Ci tejnłatwości dobierania myśli w wyszukane słowa. Pewnie się z tym urodziłeś?
>”Uciekam od szeroko pojętego świata mediów, bo nie ma tam nic interesującego… Choć jakby na to nie patrzeć internet to też jakieś medium
”
Jak to? A sława? Pieniądze? Seks? Narkotyki? Same ciekawe rzeczy..W internecie tego nie znajdziesz. ;]
> „Ja mam wrażenie, że w jakimś sensie już to nastąpiło.”
Taak, wiem coś o tym. Sama mam znajomych zakochanych w grach RPG. Ale oni to robią by uciec w świat fantazji, w coś czego nie jesteś w stanie spotkać ani przeżyć w prawdziwym życiu. To chyba trochę inna kategoria?
>”Wszyscy się rodzą i umierają, a świat trwa nadal… Czy nie było by czymś ekscytującym doczekać nie tylko własnego końca, ale końca całej ludzkości czy nawet świata?”
Nie. Jeszcze by się okazało, że Bóg istnieje i spotkałyby mnie bardzo niemiłe rzeczy…
Pozdrawiam. ;*
Odd — 24 czerwca 2009 @ 16:56