
Portal Wiadomosci24.pl opublikował wywiad z Aleksandrem Barańskim (Biblijne Towarzystwo Kreacjonistyczne) na temat celów konferencji kreacjonistycznej pt. „Czego nie wiedział Darwin?”, o której pisał niedawno Karol Zalewski, oraz różnicach między kreacjonizmem i ewolucjonizmem. Pozwoliłem sobie wychwycić kilka błędów w argumentacji tego pana.
Zaznaczę jeszcze tylko, że jestem przeciwny organizowaniu takiej konferencji, ponieważ uczelnia państwowa coś sobą reprezentuje i powinna być neutralna światopoglądowo, czyt. nie zezwalać na szerzenie propagandy ideologicznej pod przykrywką nauki, która dezinformuje potencjalnych słuchaczy.
Warto zauważyć, że spór ten nie jest konfliktem religii ze światem nauki. Jest to spór pomiędzy dwoma światopoglądami, z których jeden zakłada istnienie Boga, a drugi usiłuje go z życia człowieka wyeliminować. Trzeba powiedzieć jasno, że kreacjonizm nie ma takiego samego statusu jak ewolucjonizm i nie jest to spór pomiędzy dwoma światopoglądami, a pomiędzy obiektywnym spojrzeniem na rzeczywistość jaki reprezentuje nauka, a umysłowymi urojeniami zawartymi w książce sprzed kilku wieków. Idąc tokiem rozumowania pana Barańskiego moglibyśmy rozpatrywać w ten sam sposób Baśnie Szeherezady – jako jeden ze światopoglądów o odmiennych założeniach, który wyjaśnia obiektywnie rzeczywistość, co jest oczywistym nonsensem. Kreacjoniści, szczególnie w USA i Anglii, od lat walczą o możliwość równoległego nauczania w szkołach publicznych, obok teorii ewolucji, również teorii stworzenia. Ponieważ szkoły publiczne z zasady winne być niezależne wyznaniowo, wprowadzono pojęcie tzw. inteligentnego projektu. Nauczając tego przedmiotu, wykładowcy nie odwołują się do konkretnego boga. Wskazują natomiast niezliczone dowody naukowe na to, że świat nie mógł powstać przez przypadek, ponieważ stwórca pozostawił nam wiele dowodów na swoje działanie. Dla przykładu: XXI wiek jest nazwany wiekiem informacji i właśnie informacja jest wyróżnikiem inteligencji. Nie może ona powstać samoistnie ani z materii, ani z energii przez przypadek, a właśnie ją spotykamy, chociażby w strukturze DNA. Jest to po prostu rodzaj programu komputerowego, sterującego opisującego budowę i działaniem komórki. Fałszem jest, że nic nie może powstać samoistnie z przypadku, a argumenty o których ten pan wspomina są nietrafione i wynikają z jego braku wiedzy naukowej. Polecam świetny wykład PZ Myersa, który obala te płytkie argumenty, biorące się z niezrozumienia tematu. Warto zauważyć, że głęboka wiara nie przeszkadzała kiedyś naukowcom w dokonywaniu wielkich odkryć. [..] Przykładem takiego naukowca, który nie ukrywał swojej głębokiej wiary był Izaak Newton. Pan Barański ma rację ale uczciwym było by wspomnieć, że Newton był zwolennikiem Teorii Inteligentnego Spadania ale jedynie do momentu odkrycia swoich praw, dzięki którym większość z nas zawierza raczej Teorii Grawitacji, nie mającej nic wspólnego z „Inteligentnym Sprawcą Spadania Rzeczy”… Innymi słowy – tak, Newton był wierzącym ale jego własne odkrycia tę wiarę podkopywały, nie wspominając już o tym, że jego wiara nie była tak płytka i dogmatyczna jak wiara prezentowana przez osoby należące do Biblijnego Towarzystwa Kreacjonistycznego. Żaden świadomy kreacjonista nie kwestionuje dowodów naukowych. Zarówno on, jak i ewolucjonista, będą posługiwali się tymi samymi faktami czy metodami badawczymi. Jedynie interpretacja tych faktów będzie różna, uzależniona od wyznawanego światopoglądu. Twierdzenie, że Ziemia ma 6000 lat, a człowiek został bezpośrednio stworzony przez Boga (do wiary w takie rzeczy przyznaje się pan Barański w wywiadzie) jest nie tylko kwestionowaniem ale jawnym odrzuceniem dowodów naukowych z zakresu fizyki, geologii i biologii. Jeśli ktoś ma poglądy na rzeczywistość takie jak ten pan, to nie wykazuje się odmienną interpretacją dowodów, a ignorancją wobec nich. Ten twórca teorii ewolucji [Darwin - przyp.] opierał się na osiągnięciach nauki sprzed 150 lat. Nie miał więc np. pojęcia o budowie komórki czy istnieniu struktury DNA. Naszym zdaniem najnowsze osiągnięcia nauki wskazują raczej na Stwórcę niż na determinowanie świata przez ślepy los. Darwin wiedział więcej o budowie komórki, niż kreacjonistom się wydaje (PZ Myers o tym także wspomina w swoim wykładzie, przedstawiając szkice Darwina). Nie wiedział nic o DNA ale gdyby tak było, byłby zachwycony. Odkrycie DNA przez Watsona i Cricka rzuciło nowe światło na ewolucję i jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że jest ona faktem. Wystarczy spojrzeć na podobieństwo DNA wszystkich organizmów aby przekonać jak niewielkie są różnice i aby zauważyć, że historia naszej ewolucji jest zapisana w genach. Ktoś kiedyś powiedział, że przykładem prawdziwej ignorancji jest przyjmowanie czegoś za pewnik tylko dlatego, że tak myśli o tym większość. Poznajcie więc pogląd, który w naszej kulturze jest mniejszościowy. Tak samo jak wiara większości w jakieś zjawisko, tak i wiara mniejszości, nie czyni go jeszcze prawdziwym. Dlatego też dla rozumnych ludzi ważne są dowody, które można niezależnie zweryfikować, a nie statystyki ilościowe osób w dane zjawisko wierzących. Na koniec gorąco polecam rozmowę z prof. Barbarą Stanosz, znaną polską logik i filozof, która wyjaśnia logiczne błędy w rozumowaniu jakimi często wykazują się teiści. Więcej tekstów Barbary Stanosz można znaleźć w portalu Racjonalista.pl. Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów wystosowało w sprawie konferencji prośbę o reakcję ze strony władz uczelni.
Podsumowując – konferencja kreacjonistyczna jest dla Ciebie, jeśli jesteś w stanie ślepo zawierzyć w to, że książka sprzed kilku wieków zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące Wszechświata i żadne badania nie są Ci potrzebne aby utwierdzić się w tym przekonaniu. Innym powodem udziału w takiej konferencji może być jedynie chęć wyjaśnienia tym ludziom, w jak wielkim tkwią zaślepieniu i ignorancji, choć wydaje mi się, że działanie takie byłoby nieskuteczne z uwagi na to, że zatracili zupełnie zdrowy rozsądek.
Od każdego wymagana jest także rzetelność, kultura słowa oraz szacunek do pozostałych dyskutantów. Nie akceptowane są próby manipulacji, uciekanie się do emocji, wulgarne wypowiedzi oraz argumentacja pozamerytoryczna. Jeśli nie jesteś w stanie zastosować się do powyższych zasad, Twój komentarz prawdopodobnie zostanie usunięty.
Opracowano na podstawie: "Etyka międzyludzkiej komunikacji", red. J. Puzynina, wyd. Semper, Warszawa 1993
Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL
Spodziewałem się czegoś na miarę tytułu a spotkałem się z gorszą paplaniną nić w wywiadzie z p. A. Barańskim. Nie warte funta kłaków.
lala — 17 października 2009 @ 23:11
Na miarę tytułu, tzn. wykładu na temat metodologii nauk przyrodniczych, powstania Wszechświata, badań geologicznych i teorii doboru naturalnego? Jak wspomniałem na wstępie – moim zamiarem było wychwycenie błędów w argumentacji, a nie przekazanie podstawowej wiedzy z zakresu wymienionych nauk.
Jeśli ktoś ma wątpliwości i potrzebuje więcej informacji – zapraszam do zapoznania się z wykładem PZ Myersa na temat kreacjonizmu (poza nim wypowiadali się także na ten temat naukowcy z innych dziedzin, takich jak fizyka, etologia, logika itp. którzy w przeciwieństwie do kreacjonistów badają rzeczywistość w jakiej żyjemy, a nie tylko wygłaszają na jej temat opinie), metodologią nauk (nie jest ona tajemnicą, a materiałów jest od groma) oraz dowodami geologicznymi wskazującymi na wiek Ziemi. Na tym polu nie ma dyskusji nad tym, czy ewolucja jest faktem czy nie, albo czy Ziemia ma 6000 lat czy więcej. Kreacjonizm to nie teoria tylko licha hipoteza (a właściwie mówiąc wprost – dogmat religijny), nie różniąca się niczym od wiary w to, że Ziemia jest płaska i leży na wielkich żółwiach.
dunDer — 17 października 2009 @ 23:36
Biblijny poglad zaklada, ze Ziemia jest plaska. Ciekawe czemu z tego zwolennicy autorytetu biblijnych dogmatow zrezygnowali?
Warto rowniez przytoczyc list otwarty PSR do Rektora UG „Kreacjonizm na polskich uczelniach” oraz jak najbardziej a propos CMBC Teach the Controversy.
tdudkowski — 17 października 2009 @ 23:39
@dunder – masz oczywistą rację w tym co piszesz, ale wydaje mi się, że popełniasz ten sam błąd, który popełnia Barański – argumentowanie dogmatów wiary w sposób racjonalny bądź obalanie ich drogą logicznego rozumowania prowadzi donikąd.
Refleksja, która nasunęła mi się po przeczytaniu drugiego cytatu (odnośnie nauczania kreacjonizmu) – żadna konstytucja nie zabrania obywatelom głupoty. Jeżeli chcemy, by nasze dzieci były nauczane tego czy owego – dlaczego nie?
Petitum — 19 października 2009 @ 19:36
Jeżeli chcemy, by nasze dzieci były nauczane tego czy owego - dlaczego nie?
Dlatego, że człowiek to istota społeczna i państwo powinno dbać o edukację obywateli jeśli nie chce aby stało się jedynie zbitkiem jednostek pozbawionych jakichkolwiek wspólnych wartości. Nasze życie jest uzależnione od życia innych i jeśli pozwolimy na to aby wzrastała liczba analfabetów, to tym samym kopiemy pod sobą dołek.
Według mnie taką wspólną wartością jest nauka, która nie tylko prowadzi do rozwoju technologicznego i cywilizacyjnego ale także do rozwoju moralnego oraz większej tolerancyjności. Służba dogmatom to nic innego jak zatrzymanie się na pewnym etapie rozwoju i odmowa dalszego badania rzeczywistości, ponieważ dogmaty pozornie udzielają odpowiedzi na wszystkie pytania jakie można postawić – nawet takie, których jeszcze nie wypowiedziano („to tajemniczy boski plan”, „to dzieło boga” itp.).
Przyjemnie się wszystkim korzysta z produktów nauki, takich jak telefony, komputery, samoloty, kuchenki mikrofalowe, telewizory, leki, szczepionki dzięki którym liczba chorób śmiertelnych znacznie się pomniejszyła, sprzęt do ratowania życia itp. ale jeśli ludzie będą korzystać z nich i jednocześnie nadal twierdzić, że nauka jest „be”, a prawa fizyki na których technologia ta jest oparta mogą być dowolnie modyfikowane przez siwego dziadka rządzącego światem i przemawiającego od czasu do czasu do ludzi z wielkiej góry, okazać się może, że nie tylko nie będzie komu kontynuować tego progresu ale wręcz spotka się on z dezaprobatą ze strony społeczeństwa i będzie utrudniany. Już teraz przejawy tego są widoczne i skutkować mogą nawet śmiercią!
Obojętność względem głupoty w takiej sytuacji nie jest dobrym wyjściem. Oczywiście nie mam tutaj na myśli nawracania nikogo na siłę (tak – nawracania, bo nikt z nas nie rodzi się z wbudowanym systemem mistycznych wierzeń) ale dobrym wyjściem jest informowanie i edukowanie, które może uchronić przed ekspansją tej głupoty, zagrażającą całemu społeczeństwu.
dunDer — 19 października 2009 @ 20:53
@Petitum:
argumentowanie dogmatów wiary w sposób racjonalny bądź obalanie ich drogą logicznego rozumowania prowadzi donikąd.To argument przeciwko dogmatom, nie przeciwko racjonalnemu rozumowaniu. A o czym nie da sie powiedziec w ten sposob – za Wittgensteinem – nalezy milczec. W sensie filozoficznym oczywiscie bo prywatnie to mozemy sobie wierzyc w Bergamuty i zorganizowac kolo milosnikow niewidzialnego Murzyna, ktory na Wyspach Bergamutach stoi na glowie i sie do nas usmiecha. Ale w dyskusji z innymi nie mozemy, wymagac by poglad ten byl wolny od krytyki.
Jeżeli chcemy, by nasze dzieci były nauczane tego czy owego - dlaczego nie?
To idealistyczny poglad. Wyobraz sobie religie, ktora zakazuje matematyki, albo w ogole do minimum ogranicza edukacje (Swiadkowie Jehowy), nie uznaje medycyny (Christian Science), albo wyrazajaca radykalne idee polityczne (islamisci). W USA chrzescijanska prawica angazuje sie w homeschooling jako narzedzie odcinania mlodego pokolenia od wplywow edukacji panstwowej. Religia w praktyce jest nieoddzielna od polityki, to nie jest sfera prywatnych mnieman. Poczytaj o „Focus on the Family”, o „The Family” (to wbrew pozorom dwie oddzielne organizacje). Efekt moze byc taki (i bywa, tu przykladem era Busha), ze religijne idee maja wplyw na najwazniejsze decyzje panstwowe.
Inna rzecza jest to, ze jesli ktos chce uznawac plaska Ziemie czy UFO to oczywiscie nie mozna mu tego zabronic. Ale nie mozemy tego nazywac geografia i astronomia.
tdudkowski — 19 października 2009 @ 21:47
@dunDer – nie chodziło mi o celowe czy w jakiś sposób instytucjonalne wprowadzanie w błąd, bo nie zamierzam kwestionować nauki jako wartości, również społecznej. Chodzi mi tylko o to, że nawet, jeżeli będziemy nauczać kreacjonistów (tych radykalnych) o ewolucjonizmie, to i tak dojdziemy do tego samego punktu, gdy postawimy na swoisty naukowy leseferyzm.
Oczywiście, nie można być obojętnym względem głupoty, ale z drugiej strony prawda w nauce broni się sama. Mam wrażenie (zupełnie intuicyjne), że mimo wszystko wyznawcy nieprawdziwych teorii naukowych (tzn. tych naukowo już obalonych) stanowią jednak mniejszość.
Petitum — 21 października 2009 @ 19:44
Mam wrażenie (zupełnie intuicyjne), że mimo wszystko wyznawcy nieprawdziwych teorii naukowych (tzn. tych naukowo już obalonych) stanowią jednak mniejszość.Problem jest szerszy i nie dotyczy wiary w obalone przez naukę hipotezy, bo do tego mało kto się przyznaje, a raczej wiary w hipotezy, które nie dają się z natury falsyfikować. Do takich hipotez należą np. wszystkie twierdzenia o istnieniu niematerialnych nadnaturalnych istot i ich działaniach. Nauka może powiedzieć, że hipotezy te są fałszywe ale poprzez fałsz rozumieć tutaj można jedynie sprzeczność z dotychczasową wiedzą, która je wyklucza oraz niskie prawdopodobieństwo.
Nauka nie może powiedzieć „Boga nie ma”, bo trzeba by najpierw zdefiniować czym jest Bóg, a to niemożliwe, bo należałoby temu pojęciu przypisać jakieś uzasadnione cechy. Za Barbarą Stanosz twierdzić więc będę, że stwierdzenie „Bóg istnieje” i „Bóg nie istnieje” jest nonsensem ponieważ bazuje na pojęciu słownika umysłowego (nawiązując do neurolingwistyki), którego nie da się ściśle zdefiniować. Oczywiście w równym stopniu nie da się naukowo obalić hipotezy o istnieniu Różowych Jednorożców, krasnoludków czy czajniczka Russela. Obowiązek przedstawienia dowodów leży jednak zawsze po stronie wysuwającego twierdzenie, a nie po stronie przeciwnej.
Problemem jest tutaj różnica metodologiczna, albo inaczej – to, że wierzący w nadnaturalne zjawiska nie posiadają żadnej metodologii weryfikacji własnych twierdzeń, w przeciwieństwie do racjonalistów używających metody naukowej, a co za tym idzie pakują się w informacyjny śmietnik i często brak konsekwencji oraz niedorzeczność. Przykładowo wiara w prawdziwość zdarzeń występujących Piśmie Św. jest dokładnie tym samym (biorąc pod uwagę dowody), co wiara w prawdziwość zdarzeń opowiadania „Tako rzecze Zaratustra”. Jeśli więc twierdzić, że Jezus, syn Boga istniał na prawdę i czynił cuda, należało by wierzyć w tym samym stopniu w historię Zaratustry. Oczywiście żaden chrześcijanin tak nie robi – trzyma się swojej książki, uważając ją za lepszą choć nie potrafi uzasadnić powodów dla których przyjmuje takie stanowisko. Odwołuje się często do tego, że Bóg natchnął autorów ale tę informację wyczytał w treści samej książki, więc jest to czymś w rodzaju dialogu:
A: Porwało mnie UFO
B: Skąd mam wiedzieć, że mnie nie oszukujesz?
A: Bo mówię prawdę.
Kto z nas po takiej odpowiedzi uznaje historię za uzasadnioną i kończy dociekania? Co jeśli nie chodziłoby o porwanie przez UFO czy Chrystusa, a np. kradzież – czy w sądzie takie uzasadnienie zakończyłoby sprawę? Niestety takie argumenty nie trafiają z uwagi na to, że wiara w nadnaturalne zjawiska bazuje na emocjach i uczuciach czyli bliżej jej do instynktów niż racjonalizmu, który ukierunkowany jest na rozum i myślenie (emocje są pierwotniejsze i dlatego też odwoływanie się do nich jest skuteczniejsze niż merytoryczna argumentacja).
Kwestia kluczowa, to jak sprawić aby ludzie zauważyli, że korzystanie z pewnych niezawodnych metod, które gwarantują nam doskonalenie wiedzy, wychodzi nam na dobre. W końcu mądrością nazywamy podejmowanie uzasadnionych decyzji, które w perspektywie czasu przynoszą korzystne rezultaty. Czy więc lepiej nasze życiowe decyzje pozostawiać niepewnym wierzeniom, czy może jednak zdać się na narzędzia pozwalające na uniknięcie wielu porażek i gwarantujące nieustanny postęp intelektualny?
Wbrew pozorom osób, które wciąż są emocjonalnie przywiązane do zawodnych sposobów wnioskowania jest wiele i pozostawiają one los swój i innych w rękach przypadku.
dunDer — 21 października 2009 @ 20:42