Czytając książkę Derrena Browna pt. „Sztuczki umysłu” naszła mnie refleksja dotycząca zagadnienia zapamiętywania informacji przez nasz mózg. Mechanizmy te z grubsza wyjaśnia psychologia ogólna, natomiast bardziej szczegółowo próbuje wyjaśniać kognitywistyka. Pamiętać należy jednak, że pamięć jest także dziełem ewolucji biologicznej i jesteśmy w jej posiadaniu gdyż okazała się być bardzo korzystna i zwiększała szanse na przetrwanie.
Jeśli zgodzimy się, że rzeczywiście tak było, możemy zastanowić się nad tym co konkretnie taką korzyść pamięci mogło stanowić. Otóż najbardziej podstawową potrzebą wydaje się być zapamiętywanie pewnych sytuacji – konkretnych scen z życia, a szczególnie tych wywołujących emocje o silnym natężeniu. Do takich sytuacji należeć będzie więc sytuacja konfrontacji z drapieżnikiem, z której możemy wyciągnąć naukę i np. unikać niebezpiecznych miejsc w przyszłości. Pamięć ta opiera się na obrazach i jest dynamiczną wizualną reprezentacją najistotniejszych (czyli z reguły wcześniej nieznanych) elementów. Do takich rzeczy pamięć służy nam doskonale i dlatego też zapewne potrafimy bez żadnego specjalnego wysiłku pamiętać anegdoty z naszego życia przez wiele, wiele lat. Potrafimy także fantazjować – wprowadzać do naszej pamięci nierzeczywiste sytuacje i wydarzenia, co jest powszechnym zjawiskiem szczególnie wśród dzieci. Każdy z nas kreował w wyobraźni jakiś fantazyjny świat, który opiewał w wiele szczegółów i poruszaliśmy się w nim jak w równoległej rzeczywistości – jako rycerz, karateka, policjant, kowboj czy Darth Vader. Czasami gdy człowiek wspomina sobie tamte czasy, czuje się jakby z wiekiem wiele zyskał ale i coś jednocześnie stracił.
Problem pojawia się jednak gdy musimy zapamiętać coś, w co nie jesteśmy zaangażowani bezpośrednio. Każdy z nas dobrze pamięta sytuację z podstawówki czy liceum, kiedy trzeba było się nauczyć jakiegoś beznadziejnego wiersza na pamięć i jak było to nieprzyjemne. Mało kto pamięta jednak sam wiersz. Czy to nie jest zabawne? To samo dotyczy prób zapamiętywania różnych innych ciągów liczb i słów. To naturalne, że nie dajemy sobie z tym rady – w końcu korzyść służąca przetrwaniu jest w tym naprawdę niewielka (a przynajmniej bezpośrednio). Ciągi te istnieją na wyższym poziomie abstrakcji. W liczbach brak jest skojarzeń – nie można sobie wyobrazić liczby, bo nie jest ona przedmiotem naszego doświadczenia. To samo tyczy się z ciągiem słów: „szklanka,samolot,obraz” – sam ciąg niczego nie tworzy – to tylko trzy elementy i nic więcej. Można powiedzieć, że pamięć nie wie jak sobie z tym poradzić, bo jej struktura nie przypomina w niczym szafy z nieskończoną ilością szuflad do których można włożyć co tylko się chce. Działa ona dynamicznie w sposób odtwórczy i wytwórczy – nie da się zapisać poszczególnego elementu nie tworząc żadnych relacji z poprzednimi i nie budując pewnego modelu rzeczywistości zawierającego te elementy.
Co miałoby potwierdzać tę hipotezę? Otóż nawet język jest tak zbudowany. Elementom otoczenia z którymi wchodzimy w interakcję przypisujemy jakieś dźwięki, a z dźwiękami tymi z kolei kojarzymy odpowiednie symbole graficzne. Relacja nie wygląda tutaj tylko na zasadzie element<->dźwięk<->symbol graficzny, a dodatkowo jeszcze element<->symbol graficzny. Słownik składa się z symboli graficznych, które mają relacje z dźwiękami, a te z elementami które wchodzą z nami w interakcję. Wyjaśnię, że upraszczam tutaj nieco myśl nie rozbijając słów na pojedyncze litery, a interakcję rozumiem tutaj bardzo szeroko. Mam jednak na myśli przede wszystkim to, że nie znajdzie się w słowniku słowa, które nie oznacza zupełnie nic – bo i jaki w tym sens, ktoś zapyta. No właśnie – nie ma sensu zapamiętywać słów, które nic nie znaczą (nie posiadają relacji) i dlatego też nikt z nas nie nazywa nawet słowami takich zbitków liter (czy zestawu dźwięków) jak ahhcns, oeiiieq, laaakqqw.
Wracając jednak do samej koncepcji struktury pamięci, wyjaśniałaby ona dlaczego tak trudno zapamiętać coś co nie jest elementem będącym w relacji ze znanymi elementami umieszczonymi w modelu pewnej rzeczywistości, a czymś takim jest ciąg słów „szklanka,samolot,obraz” jak i ciąg liczb 8,12,17,25,29,40 z ostatniego losowania Dużego Lotka. Czymś takim jest także lista zakupów czy dzienny grafik. I rzeczywiście – próbując zapamiętać na dłużej takie rzeczy, powtarzamy je sobie w kółko ale po kilku minutach wszystko wypada nam z głowy. Jeśli więc pamięć działa w opisany wyżej sposób, wystarczyłoby elementy umieścić w towarzystwie już nam znanych i wpisać je w model pewnej rzeczywistości. Czy to może być takie proste i banalne? Otóż okazało się, ku mojemu szczeremu zdziwieniu, że tak. Wystarczy dosłownie przez chwilę wyobrazić sobie rzeczywistość (zbudować jej model), w której widzimy szklankę, a w niej latający w kółko mały samolocik, która jest namalowana na obrazie wiszącym na ścianie, aby sytuacja ta wgryzła się nam w pamięć absolutnie bez żadnego wysiłku i aby tym sposobem ciąg elementów „szklanka, samolot, obraz” zakotwiczył się nam w pamięci długoterminowej. Proces zapamiętywana jest automatyczny i bezwysiłkowy. Co więcej taka metoda niesamowicie pobudza wyobraźnię i jest po prostu przyjemna.
Derren Brown opisuje także kilka innych technik, których nie jest twórcą ale które są niesamowicie skuteczne i wydają się opierać właśnie o powyższe założenia. Co więcej ich banalność jest odwrotnie proporcjonalna do skuteczności. Zaczynając je sprawdzać i praktykować dzisiaj poczułem, że gdybym znał je i wykorzystywał wcześniej, moja kariera w szkole podstawowej czy liceum mogłaby wyglądać całkiem inaczej i uniknąłbym na przykład egzaminu poprawkowego z historii oraz wielu dopuszczających na świadectwie maturalnym. Nie ukrywam, że nauka nie fascynowała mnie od dzieciństwa – system edukacji skutecznie mi ją obrzydził na wiele lat ale na szczęście udało mi się z tego wyleczyć gdy sam odkryłem ją na nowo. Tak czy inaczej zdolność do mechanicznego zapamiętywania suchych informacji była w tamtym czasie bardzo pożądana. I pomyśleć, że wystarczyła odrobina fantazji aby życie uczynić o wiele prostszym – szkoda, że wtedy nikt mi o tym nie powiedział. Zgadzam się z Brownem w kwestii tego, że „to wstyd, że mnemoniki nie naucza się w szkołach”.
Otrzymałem dzisiaj spam ze strony http://zlotemysli.vitale.pl/ zapraszający na seminarium Joego Vitale, który obiecuje, że dzięki niemu:
- poznasz szczegółowe procedury, które decydują o tym, jak szybko Twoje pragnienia mogą się spełnić w Twoim życiu. Czasem drobny szczegół w tym, jak formułujesz swoje cele, może zrobić ogromną róźnicę;
- odkryjesz nieświadome bloki, które do tej pory utrudniały Ci osiągnięcie tego, czego pragniesz, pomimo że podążasz za wskazówkami z książek i filmu „Sekret”
- Joe Vitale podzieli się z Tobą prostymi metodami, które pozwoliły mu osiągnąć sukces i przyciągnąć do siebie pieniądze, pracę, która jest jednocześnie pasją i misją, zdrowie i miłość;
- poznasz wszystkie elementy, które sprawiają, że procedury omawiane w filmie i książce „Sekret” naprawdę działają;
- zbudujesz osobisty plan przyciągania i zaczniesz działać!
Pomijając nieudolną próbę manipulacji zawartą w treści samej wiadomości: „Dzieki sekretowi, o ktorym opowie, z osoby bezdomnej stał sie multimilionerem, do dzisiejszego dnia szczery usmiech nie schodzi z jego twarzy, robi w zyciu to, co kocha, bierze od zycia to, co chce, a nie to, co aktualnie jest dostepne, a w czasie snu potrafi zarobić nawet 100 tysiecy dolarow.” (czyż nie brzmi to tanio?), na stronie do której linkuje wiadomość możemy obejrzeć taki oto film:
W materiale tym pojawiają się takie osoby jak pseudofilozof bełkoczący o jakimś sekrecie oferującym bogactwo (oczywiście nie zdradza nam czym jest ten sekret, bo pozbawiłby pana Vitale zarobku), metafizyk (?!) Joe Vitale przypominający księdza, prawiący o tym, że możemy stać się wszechmogącymi bogami jeśli tylko damy mu zarobić, za nim przedsiębiorca powtarzający ten cały bełkot i szybkie wstawki z innymi ludźmi sięgającymi swoją retoryką do naszej wrodzonej próżności.
Urzekła mnie postać ekspertki będącej doradcą Feng Shui, pisarza mówiącego o tym, iż „myśli mogą stać się rzeczami”, twórcy (nie wiadomo czego) ale największą gwiazdą okazał się fizyk kwantowy Fred Alan Wolf, który nie ma pojęcia o tym czym jest fizyka kwantowa i opowiada wierutne bzdury. Twierdzi, iż jesteśmy w stanie wpływać na rzeczywistość za pomocą myśli. Problem tylko w tym, że nasz umysł działa dzięki sieci neuronów, a pojedynczy neuron należy do makroświata i stosują się do niego prawa fizyki klasycznej. Mechanika kwantowa działa na zupełnie innym poziomie. Często ludzie, którzy jej nie rozumieją (a szczerze mówiąc nikt jej do końca nie rozumie) za bardzo puszczają wodze fantazji. Zwracał na to m.in. uwagę Victor J. Stenger w swoich publicznych wypowiedziach oraz Dick Teresi i noblista Leon D. Lederman w książce „Boska Cząstka”.
Stwierdzenie, że „Wszechświat nie mógłby istnieć bez myśli” jest zwykłym fałszem. Po pierwsze należałoby zdefiniować czym jest myśl i jeśli określimy ją jako składnik procesów myślowych, a te przypiszemy bezpośrednio organizmom żywym, fałsz ten wychodzi szybko na jaw, bowiem Wszechświat istniał na długo przed pojawieniem się myśli.
W następnej kolejności ukazuje nam się tajemnicza postać, przez którą niemal spadłem z krzesła. To wizjoner opowiadający o naukowo udowodnionym silniejszym oddziaływaniu pozytywnych myśli niż negatywnych. Pomijając kwestie kompetencji wizjonera (swoją drogą – czy to jego zawód?), nie tylko nie wyjaśnia co oznacza tutaj słowo „silniejsze” w relacji z myślą ale nie wiadomo nawet o jaką naukę chodzi…
Nie będę się rozpisywał szczegółowo na temat całej reszty ale główna idea temu wszystkiemu przyświecająca jest oczywista – zarobić na głupich, naiwnych ludziach. Niektóre „metody” o których wspominają nie są jednak tak do końca bezsensowne – wykorzystują autosugestię, autoafirmację i można powiedzieć, że ocierają się nawet o hipnozę. Oczywiście w żaden sposób nie usprawiedliwia to głoszenia herezji i wprowadzania ludzi w błąd za pomocą tych narzędzi, obiecując im cuda na kiju. Jeśli naprawdę ktoś potrzebuje popracować nad swoją psychiką, zawsze może skorzystać z tego co oferuje nam nauka i będzie to o wiele skuteczniejsze i tańsze rozwiązanie. Wystarczy się wybrać do biblioteki i sięgnąć do podręcznika psychologii czy zagłębić się w badania na temat hipnozy i siły sugestii.
Moim zdaniem tym co nas unieszczęśliwia w życiu jest samo poczucie bycia nieszczęśliwym i nieustanne przeświadczenie o tym, że do szczęścia potrzebujemy zawsze czegoś więcej. Zamiast gromadzić nieskończoną ilość dóbr, które same w sobie w pewnym momencie zaczną być bardziej uciążliwe niż pożyteczne, łatwiej jest po prostu przestać pragnąć tak wiele. Ten sekret oferuję zupełnie za darmo.
PS. Zapomniałem dodać, że miejsce VIP na seminarium pana Vitale kosztuje 3470zł, a zwykłe „tylko” 2270zł.