Zdaniem CNN, Rom Houben – Belg, ofiara wypadku samochodowego z 1983, został błędnie zdiagnozowany przez lekarzy, który orzekli, iż przebywa w stanie wegetatywnym (błędnie nazwanym w artykule śpiączką). Neurolog Steven Laureys przeprowadził tajemnicze badanie mózgu (nie do końca wiadomo czy była to pozytonowa emisyjna tomografia (PET), rezonans magnetyczny (MRI), czy coś innego, gdyż CNN zadowala się tym, że jest to „state-of-art scanning system”), dzięki któremu rzekomo odkrył, iż mózg mężczyzny jest w pełni sprawny (doprawdy? to skąd niemalże całkowity paraliż?).
Houben porozumiewa się ze światem za pomocy klawiatury komputera. Z uwagi na jego paraliż, ręka jest podtrzymywana przez osobę trzecią, a Belg rzekomo sam wybiera odpowiednie klawisze. Jak słusznie zauważył PZ Myers zamiast zastanawiać się nad tym jak lekarze mogli popełnić taki błąd, lepiej zastanowić się, czy Rom byłby w stanie napisać cokolwiek sensownego, gdyby osoba podtrzymująca jego rękę miała założoną opaskę na oczach lub czy byłby w stanie opisać obiekty będące w zasięgu jego wzroku lecz poza wzrokiem pomocnika.
Brak jakiejkolwiek weryfikacji danych oraz szczątkowa ilość i nierzetelne zaprezentowanie informacji pozwala odrzucić twierdzenie o rzekomej świadomości Belga. Bardziej prawdopodobne wydaje się, iż ktoś nie potrafi pogodzić się z bezradnością wobec całej sytuacji ew. próbuje nastawić opinię publiczną przeciwko prawu pacjentów do eutanazji (przykładowo w USA decyzję taką może podjąć każdy spisując wcześniej odpowiednie oświadczenie lub gdy jest już za późno, jego najbliższa rodzina – sprawa jest bardzo złożona i dlatego odsyłam tutaj do książki „Płeć i śmierć” Williama R. Clarka, który omawia ją bardziej szczegółowo).
Dodatkowe informacje:
- Artykuł na stronie CNN Health
- Wpis PZ Myersa na blogu Pharyngula
- James Randi o całej sprawie
- „Płeć i śmierć” – William R. Clark, PIW 2000

Żaden rząd nie ma prawa decydować o prawdzie naukowej ani w żaden sposób określać charakteru badanych problemów. Podobnie, żaden rząd nie może określać wartości estetycznej dzieł sztuki ani ograniczać form literackiej czy artystycznej wypowiedzi. Nie powinien też deklarować prawdziwości ekonomicznych, historycznych, religijnych ani filozoficznych doktryn. Zamiast tego ma wobec swych obywateli obowiązek zapewnienia im wolności, tak by mogli oni przyczyniać się do postępu i rozwoju ludzkości.
Kiedy miałem 13 czy 14 lat, spotkałem dziewczynę, którą bardzo pokochałem i z którą się ożeniłem mniej więcej 13 lat później. Jak się przekonacie, nie jest to moja obecna żona. Dziewczyna zachorowała na gruźlicę, co ciągnęło się przez kilka lat. Kiedy zachorowała, dałem jej zegar, który zamiast tarczy i wskazówek miał duże, wyraźne wyświetlane cyfry. Zegar się jej podobał. Ten prezent otrzymała ode mnie w dniu, w którym zachorowała. Trzymała go przy swoim łóżku przez 4, 5, 6, 7 lat, w ciągu których choroba coraz bardziej się rozwijała. W końcu umarła. Umarła o 9:22 wieczorem. Zegar zatrzymał się o 9:22 tego wieczoru i nigdy nie ruszył. Na szczęście dostrzegłem w tej historii coś, o czym powinienem wam powiedzieć. Po 5 latach działania zegar zaczął szwankować. Od czasu do czasu musiałem go naprawiać, tak więc tryby były obluzowane. Po drugie, pielęgniarka, która zapisywała godzinę zgonu w przyciemnionym pokoju, musiała uchwycić i obrócić zegar, by lepiej widzieć cyfry, a następnie go odstawić. Gdybym tego nie zauważył, czułbym się zakłopotany. Dlatego należy być bardzo ostrożnym przy takich historiach i zapamiętywać wszystkie okoliczności, gdyż nawet te, na które nie zwracacie uwagi, mogą stanowić wyjaśnienie zagadki.
Podsumujmy: nie można niczego udowodnić, jeśli coś pojawiło się tylko jeden czy dwa razy. Należy bardzo starannie wszystko sprawdzić. Inaczej przyłączymy się do grona ludzi wierzących w głupstwa wszelkiego rodzaju i nie rozumiejących świata, w którym żyjemy. Nikt nie rozumie świata, w którym żyje, ale jedni są w tym lepsi od innych.
Wielu reporterów gazet i komentatorów zakłada, że społeczeństwo jest głupsze od nich, że nie potrafi zrozumieć rzeczy, których oni sami nie rozumieją. Powiedzmy sobie, że to jest śmieszne. Nie chcę twierdzić, że oni są bardziej tępi niż przeciętny człowiek, ale że w pewnym sensie są bardziej tępi niż przeciętny człowiek. Co mam powiedzieć, jeśli muszę wyjaśnić jakieś zagadnienie naukowe dziennikarzowi, a on pyta, o co chodzi? Wyjaśniam mu słowo po słowie, tak jak wyjaśniałbym swojemu sąsiadowi. On nadal nie rozumie, co może się zdarzyć, bo nie naprawia pralek, nie wie, czym jest silnik czy cokolwiek innego. Innymi słowy, nie ma żadnego doświadczenia technicznego. Na świecie jest wielu inżynierów. Jest wielu ludzi o wyobraźni technicznej. Jest wielu ludzi mądrzejszych od dziennikarza, powiedzmy, w dziedzinie nauki. Dlatego jego obowiązkiem jest przekazać problem, niezależnie od tego, czy go rozumie czy nie, dokładnie w taki sposób, w jaki został mu przedstawiony To samo odnosi się do ekonomii i innych dziedzin. Dziennikarze zdają sobie sprawę z tego, że nie rozumieją skomplikowanych problemów handlu międzynarodowego, ale przekazują to, co ktoś powiedział, mniej więcej dość dokładnie. Kiedy jednak chodzi o naukę, z takiego czy innego powodu, poklepują mnie i twierdzą, próbując mnie otumanić, że otumaniają ludzi, ponieważ otumanieni ludzie i tak nic nie zrozumieją, bo oni sami, otumanieni, nie mogą tego zrozumieć. Ale ja wiem, że są ludzie, którzy potrafią zrozumieć. Nie każdy, kto czyta gazetę, musi w niej rozumieć wszystkie artykuły. Niektórzy ludzie nie interesują się nauką. Niektórzy tak. Oni przynajmniej mogą się dowiedzieć, o co chodzi, zamiast czytać, że użyto jakiegoś pocisku atomowego, który został wystrzelony z maszyny o wadze 7 ton. Nie jestem w stanie czytać artykułów w gazetach. Nie rozumiem, o co w nich chodzi. Na podstawie tego, że maszyna ważyła 7 ton, nie potrafię powiedzieć, o jaką maszynę chodzi. Dziś znamy 62 różne cząstki elementarne i chciałbym wiedzieć, o jaki pocisk atomowy tu chodzi.
Marzymy o znalezieniu właściwego kierunku. Jaki jest zatem sens tego wszystkiego? Co możemy powiedzieć dziś, by rozwikłać zagadkę istnienia? Jeśli weźmiemy wszystko pod uwagę – nie tylko to, co wiedzieli starożytni, ale również to, co sami do dziś odkryliśmy, a z czego oni wtedy nie zdawali sobie sprawy – to sądzę, że musimy szczerze przyznać, iż nie znamy odpowiedzi. Uważam jednak, że przyznając to, prawdopodobnie znaleźliśmy właściwy kierunek.
Przyznanie, że nie wiemy i ciągłe podtrzymywanie nastawienia, iż nie znamy kierunku, w którym musielibyśmy podążać, dopuszcza możliwość zmiany, zastanawiania się, przyjmowania nowych propozycji i nowych odkryć. Wszystko to służy rozwiązaniu problemu znalezienia sposobu robienia tego, co ostatecznie chcemy, nawet jeśli nie wiemy, czego w istocie pragniemy.
„Sens tego wszystkiego” – Richard Feynman, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 1999