Przedmioty podobne bierzemy łatwo za takie same, wniosek zaś staje się w końcu bardzo odległy od przesłanek [..] Niemożliwym jest, byśmy mogli pomyśleć o czymkolwiek czego nie dane nam było uprzednio odczuć zmysłami zewnętrznymi bądź wewnętrznymi [..] W żadnym pojedynczym przypadku nie jesteśmy w stanie wykryć jakiejkolwiek mocy czy koniecznego związku, jakiejkolwiek jakości wiążącej skutek z przyczyną i czyniącej z niego jej nieuchronną konsekwencję. Właściwie obserwujemy tylko, że jedno zdarzenie następuje po drugim [..] Postrzegając jakiś przedmiot po raz pierwszy, nigdy nie jesteśmy w stanie domyślić się jaki może on przynieść skutek [..]
Masywność, rozciągłość, ruch; jakości te same w sobie są skończone i jako takie nigdy nie odsyłają do jakiegoś innego faktu, który miałby z nich wynikać. Scenerie wszechświata podlegają nieustannym zmianom; jeden przedmiot następuje po drugim w niezakłóconej ciągłości; ale moc lub siła, wprawiająca w ruch cały mechanizm pozostaje całkowicie przed nami ukryta i nigdy nie ujawnia się w żadnej ze zmysłowych jakości ciała. Wierzymy, że ciepło jest rzeczywiście stałym towarzyszem płomienia, zbyt jednak jesteśmy ograniczeni, byśmy mogli domniemywać bądź wyobrażać sobie, jaki jest związek między nimi [..]
Nie znamy sposobu, w jaki ciała oddziałują na siebie; ich moc czy energia jest zupełnie nie do pojęcia; czyż jednak nie jesteśmy równie nieświadomi sposobu bądź mocy, za pomocą których umysł, także ten najwyższy, oddziałuje czy to na siebie, czy to na ciało? [..] Nie mamy żadnej innej idei Bytu Najwyższego, poza tą, jaką poznajemy dzięki refleksji nad naszymi własnymi władzami. Gdyby zatem niewiedza była dobrą przesłanką do odrzucenia czegokolwiek, winniśmy dojść do wniosku negującego istnienie wszelkiej energii, tak w Bycie Najwyższym, jak i w najordynarniejszej materii. Niewątpliwie działanie ich obu pojmujemy w równie małym stopniu [..]
„Badania dotyczące rozumu ludzkiego” – David Hume, rozdz. VII, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2006
David Hume (1711-1776) – wybitny szkocki filozof, historyk i pisarz, współtwórca prądu myślowego zwanego empiryzmem brytyjskim. Hume do dziś jest zaliczany do najbardziej wpływowych i prowokacyjnych myślicieli brytyjskich. Do cech charakterystycznych jego filozofii należy przekształcenie większości problemów metafizycznych w epistemologiczne, a także szczególny rodzaj sceptycyzmu.
W przeciągu ostatnich lat świat bardzo się zmienił. Rozwój techniczny pociągnął za sobą zmiany w relacjach międzyludzkich, a także zmiany w relacji człowieka z samym sobą. To nie jest już ten sam świat który pamiętam z czasów swojego dzieciństwa. Mimo iż byłem i nadal jestem świadkiem tych wielkich zmian, mam wrażenie, że nie jestem do końca w stanie za nimi nadążyć. Może to właśnie sprawiło, że zacząłem niezdrowo zastanawiać się nad każdym szczegółem rzeczywistości która mnie otacza i której jestem częścią. Choć zapewne nie przynosi to nikomu zbyt wiele pożytku i jak to niektórzy twierdzą – filozofia jest pewnym rodzajem schorzenia, ogólne rozważania i spekulacje na temat groteskowości świata sprawiają mi wielką przyjemność, choć rzadko dotyczą przyjemnych spraw.
Tematem, który nie pozwolił mi dzisiaj zasnąć jest nawiązywanie znajomości, czy też potocznie mówiąc – poznawanie się. W czasach gdy komunikacja elektroniczna nie istniała, ludzie zwykli poznawać się osobiście. Oczywiście można było także zaadresować list na jakiś losowy adres, ale przypuszczam, że mało kto korzystał z takiej możliwości. Zapoznawano się poprzez znajomych, ale także w podróży, przypadkowo – dwoje obcych zupełnie obcych sobie ludzi w jednej chwili zapoczątkowywało znajomość poprzez niezobowiązującą rozmowę. Wizyty u znajomych zapowiadano listownie, poprzez posłańców, lub też w ogóle ich nie zapowiadano. Jeszcze w czasach mojego dzieciństwa rzadko kiedy koledzy z klasy umawiali się na spotkanie i jeden wędrował do domu drugiego w nadziei, że akurat go zastanie. Czasy te przeminęły wraz z upowszechnieniem się telefonów – najpierw stacjonarnych, a później mobilnych. Niedługo później komputery spowszechniały i pojawił się Internet.
Dziś ludzie umawiają się przez SMS, e-maile i komunikatory. Przepływ informacji przyspieszył – komunikacja stała się łatwiejsza, ale dystans pomiędzy ludźmi się zwiększył. Nawiązywanie znajomości przeniosło się w świat wirtualny. E-poznawanie jest niestety o wiele uboższe i bardziej prymitywne – ograniczone maksymalną ilością dopuszczalnych znaków i zdehumanizowane. Pozorna anonimowość pozwala ludziom na więcej fałszywości i często pozbawia szacunku i zaufania do innych. Nie ma co się dziwić, bo w końcu bezpośrednio kontaktujemy się jedynie z maszyną, która wypluwa znaki i nie jesteśmy w stanie „odczuć” osoby znajdującej się na drugim końcu kabla. Ale i anonimowość staje się powoli zamierzchłą przeszłością. Powstała masa portali społecznościowych, a także serwisy typu Twitter czy Blip, które zaczęły zmierzać w zupełnie innym kierunku. Kiedyś ciężko było siłą wyciągnąć od kogoś prywatne informacje – dzisiaj ludzie narzekają, jeśli nie da im się możliwości ich upublicznienia. Osobiście nie uważam tego za bardzo negatywne zjawisko, jeśli tylko ktoś jest szczery i nie ma nic do ukrycia przed innymi, ale ma to także swoje wady.
Wracając do ludzi i sedna moich rozważań, ciężko jest się pogodzić nie z rozwojem techniki, a ze zmianami w postawach ludzi. Pomimo tak ogromnych możliwości i całego potencjału komunikacyjnego, coraz bardziej się od siebie oddalamy zamiast się do siebie zbliżać, co wydaje się wręcz paradoksalne. Znajomości zaczynają być coraz częściej wypierane przez elektroniczne pseudo-znajomości, w których ustalane są niemalże formalne warunki z obu stron. Informacje, które wychodzą zazwyczaj przy pierwszej bezpośredniej rozmowie, takie jak wygląd, usposobienie, ton głosu, zachowanie, pozostają ukryte. Pozostałe są przedstawiane w bardzo ograniczonej formie – regulowanej przez nadawcę i zupełnie odcięte od emocji, które czasami jedynie można wyczytać z prymitywnych piktogramów lub sposobu formułowania zdań czy doboru słów. Co więcej w wielu serwisach społecznościowych dodatkowo ogranicza się długość wypowiedzi, co zmusza do nadmiernych symplifikacji i nieuzasadnionej redukcji treści. To jednak jeszcze nie jest istotą problemu.
Istotą problemu jest to, że jednocześnie kontakty bezpośrednie zostały ograniczone do minimum. Coraz mniej jest sytuacji w których dwoje ludzi spotyka się tylko po to aby bez reszty oddać się rozmowie, a jeśli nawet, to co chwila jest ona przerywana spoglądaniem na zegarek albo brzęczeniem telefonu. Nie rozumiem dlaczego rozmowa z kimś z daleka miałaby być ważniejsza niż rozmowa z kimś, u kogo aktualnie przebywamy – wydaje mi się, że to zupełne pomieszanie priorytetów. Poza tym próby rozwinięcia e-znajomości zazwyczaj są także skazane na niepowodzenie. O ile nie jest jeszcze niczym nadzwyczaj dziwnym rozpocząć przypadkowo rozmowę z nieznajomym na przystanku autobusowym czy korytarzu uczelni, tak zaproponowanie osobistego spotkania osobie, z którą łączy nas jedynie korespondencja e-mailowa bądź wymiana zdań w serwisie społecznościowym, szczególnie po krótkim czasie, wydaje się czymś zatrważającym. Zawsze można obawiać się oczywiście jakiegoś podstępu, ale w większości wypadków pojawia się po prostu irracjonalny lęk i niepotrzebna nadinterpretacja intencji.
Dzisiaj nie da się już z nikim spotkać bez konkretnego celu – ot tak dla czerpania przyjemności z niezobowiązującego dyskursu. Wszystko musi mieć powód, a jeśli nikt go jawnie nie przedstawia, to musi coś ukrywać i to już jest samo w sobie podejrzane. Nie mając pełnej informacji na temat człowieka jakiej domaga się umysł, uzupełnia on często braki błędnymi wyobrażeniami, których bynajmniej nie ma potrzeby weryfikować poprzez nawiązywanie zdrowych, bezpośrednich kontaktów. Równie dobrze taką e-znajomość możnaby prowadzić z inteligentną maszyną, która tylko oszukiwałaby nas, że jest człowiekiem. Nie musiałaby ona nawet działać dokładnie tak jak ludzka inteligencja – wystarczyłaby po prostu jej imitacja.
Internet i elektroniczne środki komunikacji dają nam ogromne możliwości, ale niosą za sobą także zagrożenia. Podczas gdy w sieci tworzone są coraz większe skupiska ludzi i wirtualne społeczności, wychodząc z domu coraz więcej ludzi wkracza do świata składającego się z wyalienowanych jednostek. Zamiast zwykłych znajomych są znajomi na Facebooku, Naszej-Klasie czy Blipie. Niesie to za sobą oczywiście poważne konsekwencje. Nasz mózg ma pewne biologiczne uwarunkowania, których nie da się przeskoczyć. To co miało nam ułatwić życie zaczyna w przypadku niektórych zamieniać je w koszmar. Liczba samobójstw nieustannie rośnie, ludzie doceniają rozwój ale jednocześnie czują się coraz mniej szczęśliwi. Presja związana z szybką wymianą informacji zmusza do pracy w rytm elektronicznych zegarów. A czymże jest czas? Przecież współczesna nauka obaliła jego władzę absolutną. Czy technika jest naszym narzędziem, czy to my stajemy się narzędziami techniki? Warto czasami wyłączyć to wszystko, zanim wyłączy nas i zastanowić się nad tym czy cel dla którego wprowadziliśmy te wszystkie udogodnienia w nasze życie został urzeczywistniony.