blog music artwork youtube channel contact
kategorie aktywność fizyczna
filozofia i nauka
informatyka
sztuka i twórczość
wszystkie wpisy
linki wpisy w rss
komentarze w rss
wirtualna biblioteka zajawki droga
aikido
ostre koło



tagi

Nie wierzcie…

Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.

…rzekł pewien sceptyk.

12 komentarzy »

  1. Nie wierzę w teorię względności.

    torero — 17 lutego 2010 @ 08:13

  2. Dlaczego?

    tomwys — 17 lutego 2010 @ 09:00

  3. Bo to spełnia postulaty, które zawarte w notce ;)
    Miałem ochotę podobny komentarz zostawić.

    mt3o — 17 lutego 2010 @ 09:08

  4. Ja też nie „wierzę w teorię względności”. Po prostu uznaję ją za prawdziwą, gdyż nie jestem w stanie jej zweryfikować (nie rozumiem jej wystarczająco dobrze, nie mam fizycznych możliwości przeprowadzić osobiście odpowiednich doświadczeń), ale mam wystarczające poszlaki, żeby uznać ją za dość prawdopodobną (środowisko naukowe zgadza się w tej kwestii) i przyjęcie założenia, że jest prawdziwa nie wiąże się dla mnie z żadnymi kosztami (nie mam powodu jej obalać).
    Dlatego zacytowany tekst uznaję za bardzo słuszny. Jednocześnie pozostaję sceptykiem w kwestii tego kto to powiedział i czy rzeczywiście właśnie tak. :-)

    Jajcuś — 17 lutego 2010 @ 09:17

  5. @Jajcuś: w tej kwestii można imho założyć, że wiara = uznanie czegoś za prawdziwe. A przesłanki, o których wspomniałeś, w świetle powyższego cytatu również są „nie do obrony”, co dowodzi tylko tego, że wklejanie każdej wypowiedzi, w którym mowa jest o kwestionowaniu religii, nie jest najlepszym pomysłem na propagowanie podejścia naukowego, szczególnie na blogu kogoś chcącego uchodzić za racjonalistę :)

    torero — 17 lutego 2010 @ 09:41

  6. Metodyka naukowa działa nieco inaczej, niż objawienie świętej prawdy i przypieczętowanie jej własnym autorytetem. Hipoteza + dowody = teoria. Co więcej, proces kształtowania teorii można prześledzić. Wymaga to pewnego wysiłku, w tym również intelektualnego, ale nie jest to niemożliwe. Problemem może być natomiast bariera wiedzy niezbędnej do zrozumienia całego ciągu rozważań w danym temacie. Informatyk może nie być w stanie zrozumieć, jak funkcjonuje fizyka. Czy musi wierzyć, że teorie fizyczne to prawda? I tak, i nie. Wiedząc, jak funkcjonuje nauka z dużym prawdopodobieństwem może stwierdzić, że teoria została ustanowiona zgodnie z zasadami w niej obowiązującymi. Co więcej, wie również, że znając odpowiednie dowody może próbować ją obalić lub zmniejszyć zakres jej stosowania. Czy zaufanie jest tym samym, co wiara?

    Zal — 17 lutego 2010 @ 11:29

  7. dowodzi tylko tego, że wklejanie każdej wypowiedzi, w którym mowa jest o kwestionowaniu religii, nie jest najlepszym pomysłem na propagowanie podejścia naukowego, szczególnie na blogu kogoś chcącego uchodzić za racjonalistę :)

    Chciałbym zauważyć, że racjonalizm to nie to samo co scjentyzm. Obecnie coraz więcej ludzi myli te pojęcia. Nauki przyrodnicze rozprawiają się z pewnym wycinkiem świata doskonale, ale nie są pozbawione wad, mają swoje założenia metafizyczne, które ulegają zmianie i wielbienie ich niczym Allaha, zamykając się na wszystko inne (czyt. brak motywacji do zapoznawania się z czymkolwiek) jest zwykłym fundamentalizmem i nie ma nic wspólnego z racjonalnym myśleniem. Jeśli nie posiadasz głębszej wiedzy z zakresu jakiegoś tematu, to racjonalnie będzie się nie wypowiadać (Russell), ale ludzie zwykli mieć arbitralny pogląd na każdą sprawę, nawet jeśli są w danej kwestii totalnymi ignorantami (Hołówka), bo nie potrafią przyznać „nie mam zdania, nie znam się na tym”. Nie jest moim zamierzeniem pisać tutaj prac naukowych objaśniających każdy temat, a wpisy mają jedynie w intencji rozbudzić zainteresowanie i sprowokować ludzi do sięgnięcia po książkę. Nie widzę nic zdrożnego i przeciwnego racjonalizmowi w zachęcaniu do zapoznania się z naukowym światopoglądem, ale i z doktrynami religijnymi. Nie sztuką jest coś potępiać nie mając o tym zielonego pojęcia.

    Ja też nie „wierzę w teorię względności”. Po prostu uznaję ją za prawdziwą, gdyż nie jestem w stanie jej zweryfikować (nie rozumiem jej wystarczająco dobrze, nie mam fizycznych możliwości przeprowadzić osobiście odpowiednich doświadczeń)

    Dogłębnie analizując temat wiedzy i wiary można dojść do wniosku, że wiedzieć niczego się nie da, bo nawet swoim zmysłom można jedynie wierzyć. Problem tylko w tym, że wtedy słowo „wiedzieć” okazuje się bezużyteczne, wiec nie ma sensu wprowadzać takich próżnych zmian i zamiast tego lepiej jest ściśle zdefiniować co właściwie rozumiemy pod słowem „wiedzieć”. Odsyłam do „Myślenia potocznego” Hołówki gdzie obszernie rozprawia się zarówno z potocznymi mądrościami, jak i filozofami.

    Odnosząc teorię względności Einsteina do zacytowanego przeze mnie we wpisie tekstu chciałbym zauważyć, że nie zostałaby ona oficjalnie uznana bez trudnego eksperymentu przeprowadzonego przez Eddingtona w 1919 r. pomimo, że pod kątem matematycznym nie można było jej zbyt wiele zarzucić (jedynie były nauczyciel Einsteina stwierdził, że kiepsko sobie radzi z wyliczeniami). Teorię w końcu uznano dlatego, że eksperyment potwierdził jej przewidywania i stanowi ona lepszy model opisu rzeczywistości niż model Newtona, ale nigdzie nie jest powiedziane, że wszystko już wiemy i nie pojawi się w przyszłości kolejny geniusz, który zaproponuje jeszcze inny model. Należy także pamiętać, że model tego typu to tylko sztuczny konstrukt matematyczny pozwalający na dokładny opis rzeczywistości, a nie wierne odbicie rzeczywistości (fizyka w końcu bada świat jedynie w aspekcie ilościowym). Jeśli chodzi o szczegóły historyczne to polecam „E=mc2″ Davida Bodanisa.

    Podsumowując – nikt Einsteinowi nie chciał zawierzać i sprawdzanie jego teorii trwało kilka lat zanim została ona uznana. Nie widzę zatem powodu dla którego przypadek ten miałby stać w sprzeczności z przytoczonym tekstem. Inną sprawą jest, że później podpierając się autorytetem Einsteina ignorowano niesłusznie teorię Wielkiego Wybuchu. Einstein dyskredytował bez dokładnego zapoznania się z danymi odkrycia Lamaitre-a i Gamowa, a reszta świata nauki mu przyklasnęła. Gdyby tak się nie stało badania ruszyłyby znacznie szybciej („Wielki Wybuch” – Simon Singh). Dopiero po jakimś czasie wsparł ten pomysł, co jest kolejnym dowodem na to, że sceptycyzm (który w nauce pojawił się stosunkowo późno) w postaci jaką zaproponował Budda jest bardzo pożądany. Co więcej podobne zalecenia do metodologii badań naukowych wprowadził przecież dopiero Russell w „Szkicach sceptycznych”, rozwijając je później z Whiteheadem.

    Informatyk może nie być w stanie zrozumieć, jak funkcjonuje fizyka. Czy musi wierzyć, że teorie fizyczne to prawda? I tak, i nie. Wiedząc, jak funkcjonuje nauka z dużym prawdopodobieństwem może stwierdzić, że teoria została ustanowiona zgodnie z zasadami w niej obowiązującymi. Co więcej, wie również, że znając odpowiednie dowody może próbować ją obalić lub zmniejszyć zakres jej stosowania.

    Dobrze ujęte i zgadzam się z tym w zupełności.

    Czy zaufanie jest tym samym, co wiara?

    Wchodzimy tutaj na obszar języka i nie wiem czy to droga w dobrym kierunku, bo zaraz zaprowadzi to do pomieszania terminologii naukowej i mowy potocznej.

    Metodyka naukowa działa nieco inaczej, niż objawienie świętej prawdy i przypieczętowanie jej własnym autorytetem.

    Nie wiem czy taka była intencja, ale odniosę to do słów Buddy, aby się z nim trochę pospierać. Można mu postawić zarzut, że o sceptycyzmie mówi w przytoczonej sutrze w formie prawd objawionych i jednocześnie podpiera je swoim autorytetem, jednak w treści nie ma explicite wyrażonej takiej myśli. Co za tym idzie, treść można by odnieść do jej samej i powiedzieć „nie wierz Buddzie, nie traktuj go jako autorytet, do czytanego tekstu podchodź z nieufnością i najpierw sprawdź czy to prawda”. Myślę, że ta intencja byłaby słuszniejsza i prowadzi do konkluzji – poddając te słowa w wątpliwość jednocześnie się do nich stosujesz. Jeśli natomiast przyjmiesz je w formie dogmatu, to od razu dogmat ten musisz odrzucić, aby nie popaść w sprzeczność.

    Dodam tylko na koniec, że nauka rozwija się tylko dzięki temu, że jest nieustannie kwestionowana (nie tylko jej twierdzenia, ale i metodologia) – inaczej stała by w miejscu i dalej rysowalibyśmy epicykle (Kuhn przywołuje zmiany paradygmatu jako punkty zwrotne w historii nauki). Nie sztuką jest oczywiście powiedzieć „tak nie jest” nie interesując się tematem i nie sprawdzając procesu rozumowania oraz dowodów, bo wtedy „tak nie jest” jest równoznaczne z „nie mam pojęcia czy tak jest”. Jeśli jednak ktoś zagłębia się w daną kwestię naukową to jego celem nie jest przyjmowanie dogmatycznie jej twierdzeń, ale szukanie w niej luki, aby ją rozwijać.

    Nie potrafię zrozumieć dzisiejszych pseudo-scjentystów i pseudo-racjonalistów którzy przeczytali jedną książkę (lub obejrzeli tylko film) Dawkinsa i myślą, że jeśli będą wielbić naukę i bronić jej jak wcześniej Matki Boskiej, jednocześnie wyśmiewając tych, którymi sami kiedyś byli (i przy okazji wszystko co naukami przyrodniczymi nie jest), świadczyć to będzie o ich rozumie. Z jednej strony wyśmiewają filozofie z których nauka wyrosła i które dalej ją kształtują, a z drugiej nie mają zielonego pojęcia o co chodzi w teoriach naukowych, które tak wielbią i sprowadzają do krótkich sloganów, którymi można się posłużyć na forum walcząc z innowiercami. Mam nadzieję, że ta moda w końcu przeminie, choć jest ona kolejnym dowodem na to, że mało kto ma wewnętrzną potrzebę kształcenia się – ludzie wolą zastępować jedne dogmaty innymi, jeśli tylko nagle znajdują się w mniejszości i boją się społecznego odrzucenia.

    Myślę, że to wszystko wynika jednak z pewnej ezoteryki nauk. Wiedza egzoteryczna, dostępna dla ogółu o której mówi się w TV, prasie i radiu jest ograniczona i lepiej niekompetentnych ludzi utwierdzać w przekonaniu, że nie da się tego kwestionować – tak jest i tyle. Ma to plusy, bo odwodzi od zabobonów i potocznych mądrości, które wszystkim uprzykrzają życie. Z drugiej strony wiedza ezoteryczna – akademicka, jest wiedzą zupełnie inną i cała praca związana z badaniami naukowymi opiera się szukaniu dziury w całym i zupełnej pogardzie do autorytetów i „nienaruszalnych” twierdzeń.

    dunDer — 17 lutego 2010 @ 14:36

  8. Teorie naukowe nie sa przedmiotem wiary. Sa narzedziem poznawania swiata. Chociaz to czasem jest dosc czasochlonne mozna je zrozumiec i sprawdzic czy dzialaja, tzn czy daja sensowne wyniki. To nie sa apodyktyczne twierdzenia wymagajace bezkrytycznej, slepej wiary.

    tdudkowski — 17 lutego 2010 @ 19:19

  9. Teorie to już nie narzędzie – to modele opisujące rzeczywistość (choć to tylko kwestia terminologii). Ich zrozumienie odsłania nam mechanizmy (choć to mało trafne słowo) działania świata i podlegają długotrwałej weryfikacji zanim zostaną uznane za poprawne, ale chyba nie zaprzeczysz, że nie brakuje ludzi, którzy zbyt wiele o nich nie wiedząc, symplifikują je i są gotowi czcić niczym indiański totem tak samo, jak i nie brakuje tych, którzy nic o nich nie wiedząc, symplifikują je i uważają za niezrozumiałe mistyczne prawdy albo fałsze stojące w sprzeczności ze „zdrowym rozsądkiem”. Zamieniłbym Twoje zdanie „Teorie naukowe nie są przedmiotem wiary” na „Teorie naukowe nie powinny być przedmiotem wiary”, bo patologie zdarzają się wszędzie.

    Myślę, że o ile można sobie darować czasami własny pogląd na jakąś kwestię nawet po rzetelnym zapoznaniu się ze szczegółami danej teorii i badaniami, o tyle naganne jest usilne budowanie arbitralnego poglądu (bez względu na to jaki on jest) bez chęci zapoznania się z danymi. Niestety mało ludzi ma podobne odczucia i usilne dążenie do budowania zamkniętego systemu wiedzy odpornego na jakiekolwiek wątpliwości wydaje się być w przypadku niektórych jakimś uwarunkowaniem biologicznym…

    dunDer — 17 lutego 2010 @ 19:43

  10. Panowie, naprawdę jesteście pewni, że mówimy o tym samym? Z całym szacunkiem, ale mam wrażenie, że wypisujecie elaboraty, pod którymi z czystym sumieniem mogę się podpisać, naprawdę… tyle, że one nie mają zbyt wiele wspólnego z notkowym cytatem, do którego odnoszę się w pierwszym komentarzu. A pisałem [tylko i aż] tyle, że cytat jest OKDP, bo ciężko mi wyobrazić sobie kogoś, kto całą współczesną naukę poznał doświadczalnie, a wszystkie wzory powyprowadzał osobiście. A przecież właśnie o tym mówi ten cytat – nad ostatnim zdaniem każącym mi ufać tylko w to, co przynosi mi powodzenie [mam nie ufać w biologię, która wyjaśnia mi mechanizm powstawania nieuleczalnych chorób?...] jeszcze nie zdążyłem się popastwić :)

    torero — 18 lutego 2010 @ 13:19

  11. @torero: Z praktycznego punktu widzenia takie heurystyki, o których wspominasz, są konieczne.

    Zal — 18 lutego 2010 @ 13:52

  12. @Torero: moglbys miec racje gdyby w ostatnim zdaniu bylo wprost slowo „osobiscie” i gdyby to ostatnie zdanie stanowilo esencje znaczenia cytatu. Tymczasem racjonalizm, a nauka w szczegolnosci zajmuje sie raczej stweirdzaniem tego co nie jest prawda. Nauka to obalanie blednych teorii, a te ktore jeszcze sie ostaly uzywane sa jako metody poznawcze. Ale nie sa przedmiotem wiary czy dogmatem.

    Ludzkosc od czasow Galileusza sprawdza metode naukowa dosc intensywnie i z sukcesem co przynioslo jej powodzenie. I nie masz sie co pastwic nad jakims tam zdaniem czy biologia. Bo postep medycyny moze zatrzymac rozwoj nieuleczalnej dotad choroby. Osobiscie wolalbym, zeby medycyna znala mechanizm nieuleczalnej choroby jesli, ktoras z nich mnie dopadnie, bo to przyspieszy opracowanie leczenia. W nauce nie ma szacunku dla Tajemnicy.

    Nie mozemy uznawac za prawdziwe twierdzen tylko dlatego ze sa popularne, stare lub rozglaszane przez rozmaite autorytety. I o takim wlasnie zdrowym rozsadku mowi ten cytat.

    tdudkowski — 18 lutego 2010 @ 14:50

W trakcie dyskusji zakłada się, że dyskutant:
  • mówi prawdę;
  • dba o zrozumiałość swojej wypowiedzi;
  • jest w stanie porzucić swoje stanowisko gdy jego argumenty zostaną obalone;
  • zgadza się na przestrzeganie zasad dotyczących formy wypowiedzi;
Zasady dotyczące formy wypowiedzi:
  • prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów, jeśli nie naruszają one pozostałych zasad;
  • gotowość do merytorycznego uzasadnienia swojego stanowiska;
  • branie pod uwagę rzeczywistych poglądów oponenta (które wyraził explicite) oraz ich logicznych wniosków;
  • obrona poglądów za pomocą twierdzeń przemawiających za ich akceptacją;
  • rozwijanie argumentacji odwołującej się do założeń przyjętych przez oponenta (nie podpieramy się autorytetami, wartościami ani hierarchiami, których on nie uznaje dot. to szczególnie tematów poświęconych przekonaniom religijnym i etyce)

Od każdego wymagana jest także rzetelność, kultura słowa oraz szacunek do pozostałych dyskutantów. Nie akceptowane są próby manipulacji, uciekanie się do emocji, wulgarne wypowiedzi oraz argumentacja pozamerytoryczna. Jeśli nie jesteś w stanie zastosować się do powyższych zasad, Twój komentarz prawdopodobnie zostanie usunięty.

Opracowano na podstawie: "Etyka międzyludzkiej komunikacji", red. J. Puzynina, wyd. Semper, Warszawa 1993

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz